piątek, 29 sierpnia 2014

Note 15

"Ze spokojem zamknę oczy swe, wiem, że zawsze staniesz obok mnie.
Trudny start, bez przerwy staramy się
Setki kłótni, dzięki tobie jestem wiesz?
Twoja przyjaźń cenna, ważna jest
Słone łzy bardzo ranią mnie.
Oglądam się od lat pomagasz mi
Jesteś najlepsza
Mówię to po prostu dziś
Dzień czy noc oparcie we mnie non stop
Nie zważając na nic zawsze będę obok
Wznieść się na szczyt prosto jest
Gdy masz osobę która wesprze cię
Nie udany ruch dosyć już
On przy tobie zawsze zostanie tu
Dziękuję ci za wszystkie chwile złe
W których stale byłaś obok mnie
Nasz wspólny płacz i gniew nie raz
Zbliżają do siebie i to jak."


Siedziałem z Loganem w salonie i szczerze rozmawialiśmy.- postanowiłem opowiedzieć mu o wszystkim co mnie spotkało. O tym, jak zauroczyłem się w Amy i o tym, że nazwała mnie głupkiem. O tym jak ją odwiedziłem i o tym, jak znienawidziła mnie jej siostra. Nie pominąłem niczego.
Dlaczego postanowiłem być z nim szczery?
Bo nigdy mnie nie zdradził.
Bo mogłem mu zaufać.
Bo tajemnice nie miały sensu.
Bo potrzebowałem kogoś, z kim mógłbym szczerze pogadać.
Bo nie wiedziałem co robić.
I wiecie co? Cholernie dobrze zrobiłem.
Logan uważnie słuchał, wtrącają od czasu do czasu jakiś komentarz. Był prawdziwym przyjacielem. Po raz kolejny udowodnił, że mogę na niego liczyć. Patrzył na mnie ze zrozumieniem, a nie z pobłażaniem jak zrobiłby to każdy inny. Wychował nas ten sam los. Wspólna historia miała na nas duży wpływ, dzięki czemu byliśmy naprawdę, najlepszymi przyjaciółmi.
-I co teraz chcesz zrobić?- zapytał Logan.
-Sam chciałbym wiedzieć- mruknąłem. Nie wiedziałem, czy powinienem iść przeprosić Amy, czy też zapomnieć o wszystkim.- Wiesz, ona mimo wszystko wiele dla mnie zrobiła.
-Mike, ty chciałeś sobie odebrać przez nią życie, pamiętasz?- jak mógłbym zapomnieć.- Nie powinieneś skreślać jej tak do końca. Może gdybyście się bliżej poznali, moglibyście zostać przyjaciółmi.
-Kto wie...- szepnąłem. Nie umiałem sobie tego wyobrazić. Wspólne wyjścia do miasta, rozmowy... Wolałem pracować na jej uśmiechy i spojrzenia.- A co z tobą i Janette, co?- wiedziałem, że Logan nie oczekuje tego ode mnie, ale chciałem, by wiedział, że mimo moich zmartwień zawsze jestem do jego dyspozycji.
-Jak mam być szczery to bywało lepiej.
-To znaczy?
-Sam nie wiem. Ostatnio urywa nam się kontakt. Próbuje z nią rozmawiać, ale ona się odcina...
-Z dnia na dzień świat robi się coraz bardziej popaprany- stwierdziłem.
Logan i Janette byli praktycznie nierozłączni. Różnice zamiast ich dzielić, łączyły. Byli bardzo szczęśliwi. Rzadko się poważnie kłócili. Widząc ich, nigdy nie mogłem zrozumieć jak można być tak zakochanym.
Z Loganem siedzieliśmy do późna, rozmawiając i grając na konsoli. Chłopak został na noc jak za dawnych czasów, kiedy to wracaliśmy pijani z klubów i dyskotek.
Rano obudził nas telefon Logana. Spaliśmy na kanapie i zanim znaleźliśmy jego komórkę, ta przestała dzwonić. Zaspany zacząłem ziewać, a Logan cicho zaklął.
-Co jest?- spytałem.
-Janette dzwoniła...
-No to co?
-...12 razy. Cholera! Zapomniałem jej powiedzieć, że do ciebie jadę, a potem przesiedzieliśmy całą noc...
-Przecież jesteś wolnym człowiekiem, dlaczego masz się jej tłumaczyć? Nie rozumiem cię.
-Mike- zaczął Logan, kręcąc przy tym głową.- Nie chodzi o to, że mi nie wolno wyjść. Po prostu, skoro z nią mieszkam, to ma prawo wiedzieć, jeśli nie wrócę na noc. Dziewczyny lubią się niepotrzebnie zamartwiać.
-Bezsensu.
-Jak zamieszkasz z dziewczyną to zrozumiesz.
-Nie to jest bezsensu. Bezsensu jest takie zamartwianie się- westchnąłem.
Po chwili zabrałem się z kanapy i poczłapałem do kuchni. Włączyłem ekspres do kawy i naszykowałem dwa kubki. Czekając na gorącą porcję kofeiny usiadłem na jednym ze stołków barowych przy blacie.
-Mike, pożyczysz mi jakieś ciuchy, co?- zapytał Logan, wchodząc do kuchni.
-Jasne- mruknąłem w odpowiedzi. Co moje to i twoje- pomyślałem. Byliśmy jak bracia.
Popijając kawę zerknąłem na duży zegar na ścianie. Dochodziła dziewiąta. Przez okno do pomieszczenia wpadały jasne promienie słońca- zapowiadał się miły dzień.
Tak.
Zapowiadał.