"Nic o mnie nie wiesz i tylko patrzysz na mnie z boku."
Nie mogłem nad sobą zapanować. Zacisnąłem szczękę i skupiłem się na równomiernym oddychaniu. Kipiałem gniewem. Czułem się oszukany.
-Mike, spokojnie- Amy próbowała nade mną zapanować.
-Przyjaciele się nie całują- warknąłem. W odpowiedzi dziewczyna zmrużyła oczy wysyłając mi w ten sposób niemą groźbę. Nie była jednak zbyt przekonująca.- Nie traktuj mnie jak byle smarkacza!
Zapadła cisza, którą zagłuszały jedynie ciche dźwięki wydobywające się z głośników.
Patrząc na nią myślałem tylko o tym, że byłem nią zaślepiony. A ona to wykorzystała w perfidny sposób.
-Nigdy nie byliśmy razem- krzyknęła. Po raz pierwszy w życiu widziałem w czyichś oczach taki lęk zmieszany z odrazą. Wiedziała, gdzieś tam w środku wiedziała, że mam rację.
-Prawie ci wyznałem miłość!
-Mówiłam ci, jesteś głupi, jeśli wierzysz w taką miłość!
-Jaką "taką"?!
Miałem dość. Czy ona właśnie próbowała zwalić wszystko na mnie?
-Nie znasz mnie! Ja nie znam ciebie! Nic nas nie łączy, a to że opowiedziałeś mi kilka historii z twojego życia nie oznacza, że mam o tobie wyrobioną opinię. Nie wiesz jak jest u mnie i nie wiesz jakie mam problemy. NIC O MNIE NIE WIESZ!- Przy tym ostatnim wrzasnęła jak nigdy. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nigdy wcześniej nie widziałem jej tak rozwścieczonej.
Nagle drzwi do jej pokoju otworzyły się i stanęła w nich Sarah. Oczy miała zamknięte, a jej usta wykrzywiały się w złośliwym uśmieszku.
-Spuście z tonu, gołąbeczki. Słychać was na kilometr, zwłaszcza ciebie Amy- siostra zwróciła głowę ku zapłakanej dziewczynie, jednak z powodu ślepoty nie mogła zobaczyć jej łez.
-Nie ma problemu, właśnie wychodziłem- wyszeptałem.- Do widzenia.
* * *
Jechałem jak wariat. Wyprzedzałem każdy samochód, który jechał przede mną. Wiatr smagał mi boleśnie twarz i włosy. Nie myślałem już o niczym. Ani o bólu. Ani o gniewie. Ani o Amy. Liczyła się tylko ta prędkość. Co jakiś czas jakiś kierowca zatrąbił na mnie wściekle, ale w odpowiedzi tylko wyciągnąłem środkowy palec. Miałem wszystko gdzieś. Jechałem coraz szybciej i szybciej. Po chwili prędkościomierz wskazywał ponad 160km/h. Z niedowierzaniem puknąłem w szybkę panelu i wtedy straciłem panowanie nad samochodem. Autem zarzuciło najpierw w lewo, potem w prawo, a potem bok samochodu uderzył o latarnię.
-Kurwa mać!- rzuciłem.
Poczułem jak z czoła spływa mi ciepła, szkarłatna strużka. Spojrzałem w lusterko. Jakimś cudem rozciąłem sobie tylko skórę na czole. Potrząsnąłem głową. Nie byłem w stanie dalej prowadzić. Westchnąłem.
Wokół nie było nikogo. Spróbowałem otworzyć drzwi, ale były wgniecione do środka uniemożliwiając otwarcia ich. Znów zakląłem.
Przecisnąłem się na fotel pasażera i użyłem jego drzwi. Nieco chwiejnym krokiem wydostałem się z pojazdu. Jednym spojrzeniem oceniłem straty- niewielkie. Uszkodziłem przednią połowę kabrioletu, no i oczywiście latarnię. Wyjąłem telefon, modląc się o ratunek ze strony najlepszego przyjaciela.
Odebrał po trzecim sygnale.
-Logan, musisz mi pomóc- powiedziałem. Głos miałem dziwny, ale tłumaczyłem to sobie odniesionymi obrażeniami. Czoło piekło, a w uszach mi piszczało.
-Ostatnio dzwonisz, tylko jak coś się dzieje. Powiedz, że tym razem masz problem, bo nie masy się z kim napić- westchnął.
-Blisko. Rozpierdoliłem samochód.
-Co, kurwa?!
Opowiedziałem mu w skrócie, że byłem u Amy (pominąłem naszą jakże ciekawą dyskusję), i że przywaliłem w latarnię uliczną. Na koniec Logan pomarudził, że będę mu winny do końca życia, bla bla bla.
Przyjechał po jakimś kwadransie, a ja prosiłem tylko w duchu, by nikt nie zauważył, mojego auta, ani szkód miejskich.
-No nieźle- skomentował mój przyjaciel, spoglądając na samochód.
-Dzięki, że przyjechałeś- powiedziałem i poklepałem go po ramieniu. Był jedyną osobą, na której mogłem polegać. Bez względu na czas i okoliczności, zawsze był gotów mi pomóc. Był moim jedynym przyjacielem.
Jakiś czas później znaleźliśmy się w moim garażu. Logy szukał w szafce apteczki, a ja siedziałem na podłodze oparty o zimną ścianę. Myślałem o tym, co powiedziała mi Amy. Uważała, że jej nie znam- co w sumie nie mijało się z prawdą. Tak po prawdzie to nie wiedziałem nawet ile ma lat! Pewnie miała rację. Jak mógłbym pokochać kogoś kogo nie znałem, nawet w najmniejszym stopniu? Byłem głupi.
Tylko za późno się o tym przekonałem.
