sobota, 19 lipca 2014

Note 14

"Nic o mnie nie wiesz i tylko patrzysz na mnie z boku."


Nie mogłem nad sobą zapanować. Zacisnąłem szczękę i skupiłem się na równomiernym oddychaniu. Kipiałem gniewem. Czułem się oszukany.
-Mike, spokojnie- Amy próbowała nade mną zapanować.
-Przyjaciele się nie całują- warknąłem. W odpowiedzi dziewczyna zmrużyła oczy wysyłając mi w ten sposób niemą groźbę. Nie była jednak zbyt przekonująca.- Nie traktuj mnie jak byle smarkacza!
Zapadła cisza, którą zagłuszały jedynie ciche dźwięki wydobywające się z głośników.
Patrząc na nią myślałem tylko o tym, że byłem nią zaślepiony. A ona to wykorzystała w perfidny sposób.
-Nigdy nie byliśmy razem- krzyknęła. Po raz pierwszy w życiu widziałem w czyichś oczach taki lęk zmieszany z odrazą. Wiedziała, gdzieś tam w środku wiedziała, że mam rację.
-Prawie ci wyznałem miłość!
-Mówiłam ci, jesteś głupi, jeśli wierzysz w taką miłość!
-Jaką "taką"?!
Miałem dość. Czy ona właśnie próbowała zwalić wszystko na mnie?
-Nie znasz mnie! Ja nie znam ciebie! Nic nas nie łączy, a to że opowiedziałeś mi kilka historii z twojego życia nie oznacza, że mam o tobie wyrobioną opinię. Nie wiesz jak jest u mnie i nie wiesz jakie mam problemy. NIC O MNIE NIE WIESZ!- Przy tym ostatnim wrzasnęła jak nigdy. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nigdy wcześniej nie widziałem jej tak rozwścieczonej.
Nagle drzwi do jej pokoju otworzyły się i stanęła w nich Sarah. Oczy miała zamknięte, a jej usta wykrzywiały się w złośliwym uśmieszku.
-Spuście z tonu, gołąbeczki. Słychać was na kilometr, zwłaszcza ciebie Amy- siostra zwróciła głowę ku zapłakanej dziewczynie, jednak z powodu ślepoty nie mogła zobaczyć jej łez.
-Nie ma problemu, właśnie wychodziłem- wyszeptałem.- Do widzenia.


* * *

Jechałem jak wariat. Wyprzedzałem każdy samochód, który jechał przede mną. Wiatr smagał mi boleśnie twarz i włosy. Nie myślałem już o niczym. Ani o bólu. Ani o gniewie. Ani o Amy. Liczyła się tylko ta prędkość. Co jakiś czas jakiś kierowca zatrąbił na mnie wściekle, ale w odpowiedzi tylko wyciągnąłem środkowy palec. Miałem wszystko gdzieś. Jechałem coraz szybciej i szybciej. Po chwili prędkościomierz wskazywał ponad 160km/h. Z niedowierzaniem puknąłem w szybkę panelu i wtedy straciłem panowanie nad samochodem. Autem zarzuciło najpierw w lewo, potem w prawo, a potem bok samochodu uderzył o latarnię.
-Kurwa mać!- rzuciłem.
Poczułem jak z czoła spływa mi ciepła, szkarłatna strużka. Spojrzałem w lusterko. Jakimś cudem rozciąłem sobie tylko skórę na czole. Potrząsnąłem głową. Nie byłem w stanie dalej prowadzić. Westchnąłem.
Wokół nie było nikogo. Spróbowałem otworzyć drzwi, ale były wgniecione do środka uniemożliwiając otwarcia ich. Znów zakląłem.
Przecisnąłem się na fotel pasażera i użyłem jego drzwi. Nieco chwiejnym krokiem wydostałem się z pojazdu. Jednym spojrzeniem oceniłem straty- niewielkie. Uszkodziłem przednią połowę kabrioletu, no i oczywiście latarnię. Wyjąłem telefon, modląc się o ratunek ze strony najlepszego przyjaciela.
Odebrał po trzecim sygnale.
-Logan, musisz mi pomóc- powiedziałem. Głos miałem dziwny, ale tłumaczyłem to sobie odniesionymi obrażeniami. Czoło piekło, a w uszach mi piszczało.
-Ostatnio dzwonisz, tylko jak coś się dzieje. Powiedz, że tym razem masz problem, bo nie masy się z kim napić- westchnął.
-Blisko. Rozpierdoliłem samochód.
-Co, kurwa?!
Opowiedziałem mu w skrócie, że byłem u Amy (pominąłem naszą jakże ciekawą dyskusję), i że przywaliłem w latarnię uliczną. Na koniec Logan pomarudził, że będę mu winny do końca życia, bla bla bla.
Przyjechał po jakimś kwadransie, a ja prosiłem tylko w duchu, by nikt nie zauważył, mojego auta, ani szkód miejskich.
-No nieźle- skomentował mój przyjaciel, spoglądając na samochód.
-Dzięki, że przyjechałeś- powiedziałem i poklepałem go po ramieniu. Był jedyną osobą, na której mogłem polegać. Bez względu na czas i okoliczności, zawsze był gotów mi pomóc. Był moim jedynym przyjacielem.
Jakiś czas później znaleźliśmy się w moim garażu. Logy szukał w szafce apteczki, a ja siedziałem na podłodze oparty o zimną ścianę. Myślałem o tym, co powiedziała mi Amy. Uważała, że jej nie znam- co w sumie nie mijało się z prawdą. Tak po prawdzie to nie wiedziałem nawet ile ma lat! Pewnie miała rację. Jak mógłbym pokochać kogoś kogo nie znałem, nawet w najmniejszym stopniu? Byłem głupi.
Tylko za późno się o tym przekonałem.

wtorek, 8 lipca 2014

Note 13

"Tak bardzo za tobą tęskniłem.
Rozbijałem świat na kawałki, szukając ciebie. Nie zamierzałem przestać, dopóki cię nie znajdę.
Tyle dla mnie znaczysz. Potrzebuję cię."


-Proszę- usłyszałem głos słodki jak miód.
Z westchnieniem popchnąłem drzwi i zobaczyłem Amy pośrodku jednego z najcudowniejszych pokojów na świecie. Był to jeden z tych, jakie widuje się tylko w katalogach salonów meblowych. Dwie ściany pomalowane były na biało, a dwie na blado różowy kolor. Podłoga wyłożona jasnymi panelami połyskiwała w świetle słonecznego dnia. Duże okno na jednej ze ścian było otwarte, a bielutkie firanki lekko powiewały. Naprzeciwko okna stało podwójne łóżko, na którym leżała góra poduszek i książek, zaś nad łóżkiem wisiały okrągłe lampki oraz cała masa zdjęć.
-Hej- odezwała się Amy z podłogi. Jej głos zwrócił moją uwagę i skupiłem się na niej.
Miała na sobie parę rurek i sportowy podkoszulek... Wyglądała normalnie. W zasadzie to nie wiem czego się spodziewałem- nigdy wcześniej nie widziałem jej wystrojonej, a jednak myślałem, że może dzisiaj...
-Cześć- powiedziałem i zamknąłem drzwi. Amy uśmiechała się od ucha do ucha.
-I co? Żadnych problemów z dojazdem?
-Nie, a dlaczego? Nie jestem jakiś głupi- burknąłem.
-Przecież nic takiego nie powiedziałam- mruknęła, podnosząc się. Podeszła do biurka i usiadła przy nim.- Siadaj- wskazała na krzesło obok.
Wyjęła z kieszeni telefon i podłączyła go do wysokich głośników, z których po chwili zaczęła wydobywać się głośna muzyka.
-Słuchasz takich rzeczy?- spytałem z niekłamanym zdziwieniem. Po melodii rozpoznałem jeden ze starych kawałków The Hooters.
-No, a co w tym dziwnego?- zaśmiała się. Jej oczy błyszczały.- Jak chcesz to włączę coś innego.
-Nie. Jest w porządku. Po prostu...
-Nie spodziewałeś się, że mogę słuchać czegoś takiego- dokończyła za mnie.- "Johnny B." jest stary jak świat, ale taka muzyka się nie starzeje. Uwierz.
-Wiem, coś o tym- powiedziałem, uśmiechając się trochę.- Słuchasz czegoś, prócz rock'a?
-No jasne, lubię też pop. Zdarza się też, że wpadnie mi do ucha coś innego, ale to nie za często.
I rozmawialiśmy tak przez jakąś godzinę, aż Amy nie zboczyła na inny temat.
-Mike, a jak się czujesz? W sensie chodzi mi o twoje uzależnienie...
-Nie mówmy o tym. Nie teraz.
-A kiedy?- nalegała. Starała się mi pomóc, ale ja nie dawałem jej na to szansy.
-Nie teraz- warknąłem.
W pokoju zapadła głucha cisza. Zorientowałem się, że muzyka ucichła i było tylko słychać nasze oddechy. Mierzyliśmy się na spojrzenia. Jej nieskalany błękit przeciwko mojej głębokiej ciemności.
Wierzyłem, że nie ma szans. I wiecie co? Nie miała.
-Okej, odpuszczam- szepnęła. Jej palce szybkim ruchem włączyły nową piosenkę z telefonu. Tym razem była to cicha ballada, której nigdy wcześniej nie słyszałem. Wyświetlacz zdradził tylko tytuł- "Worldwide".
-Myślałam, że mi ufasz- wyszeptała, odwracając wzrok.
-Ufam ci. Bezgranicznie- wypaliłem. Była to szczera prawda.
-Więc w czym problem, Mike? Jako twoja przyjaciółka mam prawo wiedzieć.
-Przyjaciółka?- warknąłem. Mogliśmy mówić sobie tyle rzeczy. Ufać sobie. Spędzać razem czas. Nawet się od czasu do czasu pocałować. I ona to nazywała przyjaźnią?!- Cholera jasna!
-Mike, uspokój się. Proszę cię.
___________________________________________________________________

Rozdział krótkawy, ale to na początek chyba wystarczy. :) Buziaki ;*

poniedziałek, 7 lipca 2014

Wznawiam bloga

Hey.
Mam przyjemność przypomnieć Wam (jakbyście mogli jakimś cudem zapomnieć), że są wakacje, dlatego postanowiłam wskrzesić tego bloga. :)
Historia ta sama- wracamy do uroczej Amy i zbuntowanego Mike. <3
Nabrałam motywacji i weny, a także masy nowych pomysłów (fuck yeah), dzięki czemu mam nadzieję nie będzie nudno.
Pozdrawiam,
                         




Bella ;*
PS tak musiałam dodać to zdjęcie xD <3