Żyć chwilą. Piękne, prawda?
Nie, kiedy twoje życie jest puste jak moje. Myślisz wtedy tylko o sobie. Robisz wszystko co złe, nie obchodzą cię żadne konsekwencje, a twój świat kończy się na codziennych imprezach.
Ale są i dobre strony takiego życia. W każdej chwili możesz spotkać kogoś tak wyjątkowego i niepowtarzalnego jak gwiazda na niebie. Kogoś, kto może wywrócić twoje życie do góry nogami. Kogoś, kto pomoże ci wrócić na TĘ drogę...
Siedziałem w garażu i słuchałem radia, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem Logana, mojego kumpla od kołyski.
-Siema, stary!- przywitał się i wszedł do środka.
Usiedliśmy w salonie, po czym zapaliłem papierosa. Nie wiedziałem po co Logan przyszedł, dlatego spytałem.
-Co jest?
-Po staremu. Przyszedłem cię w końcu stąd wyciągnąć, no bo kiedy ostatnio gdzieś razem wyszliśmy?
-Niech pomyślę... Mamy piątek, więc pewnie koło niedzieli.
-No właśnie- zaśmiał się. Jego ciemne loki plątały mu się po twarzy.
Wypaliłem fajkę i wyszedłem do kuchni.
-Chcesz coś do picia?- zapytałem, wyjmując z szafki szklanki.
-Napić to my się możemy w klubie.
Nalałem sobie wody i pociągnąłem łyk. Na dworze zrobiło się gorąco.
-Dobra, przebiorę się i możemy iść.
-Ekstra, to czekam- powiedział i wrócił do salonu.
Wszedłem na piętro, do sypialni. Wyjąłem z szafy parę spranych dżinsów, czarny T-shirt i marynarkę, po czym odwiedziłem łazienkę. Założyłem wybrane ciuchy i spojrzałem w lustro. Wyglądałem nieźle, więc zszedłem na dół, do Logana.
-Stary, jestem gotowy. Chodź już- zawołałem.
-No, no, no- skomentował.
-Logan, zamknij mordę.
-Nie unoś się tak- wybuchł śmiechem chłopak.
Wyszliśmy do garażu i zajęliśmy miejsca w moim samochodzie. Spuściłem dach, a ze schowka wyjąłem ciemne okulary przeciwsłoneczne.
Ruszyliśmy. Jechałem dość szybko, nawet jak na mnie. Wskazówka szybkościomierza przekroczyła 100km/h i w mgnieniu oka znaleźliśmy się pod klubem "FREEDOM"
Wszedliśmy do środka, gdzie oślepiły nas jaskrawe światełka. Było sporo ludzi, ale nie tłumy. Dochodziła siódma. Zajęliśmy miejsca przy barze, przy którym stała seksowna barmanka.
-Co dla was, chłopcy?- zapytała.
-Ja coś lekkiego na początek-powiedział Logan, puszczając do dziewczyny perskie oko. Ta w odpowiedzi zaśmiała się tylko i zaczęła mieszać drinka.- Mike, wszystko gra?- zwrócił się do mnie.
-Niby tak, ale wkurwiła mnie dziś Ignes- przewróciłem oczami. Wcześniej nieźle się wkurzyłem, ale teraz prawie mi przeszło. Prawie.
-Znowu się do ciebie kleiła?- wykrztusił Logan, ledwie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Nigdy nie lubił Ignes, wręcz przeciwnie. Nabijał się z niej, nawet wtedy kiedy jeszcze się z nią spotykałem. Irytowały go jej charakter, reakcje i... wszystko.
Barmanka podała mu żółtawy napój, którego od razu spróbował.
-Per-fect- skomentował.
Zaśmiałem się, a chłopak zabrał szklankę i wyszedł na parkiet. Przyglądałem mu się przez chwilę, a zaraz potem zamówiłem Bronx'a. Słuchałem laski za barem, która paplała o wszystkim i o niczym. Gdy moja szklanka zrobiła się pusta, poprosiłem o dolewkę. I następną, i następną.
Tak się upiłem, że kiedy wstałem od baru o mało się nie przewróciłem. Ledwo trzymałem się na nogach.
Wszedłem do strefy tanecznej, gdzie ogłuszyła mnie donośna muzyka. Wszystko wokół wirowało, a ja czułem się jak dziecko od nadmiaru cukru we krwi. Szukałem Logana, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. W sali panował mrok, poza tym wszędzie unosił się duszący dym. Próbowałem przekrzyczeć cały ten hałas i zlokalizować mojego kumpla, lecz okazało się to niemożliwe. Rozejrzałem się. Zewsząd otaczali mnie ludzie. Jakiś chłoptaś obmacywał swoją laskę, gdzieś dalej całowały się całkiem zalane małolaty. Nie mogłem jasno myśleć, jednak postanowiłem wyjść z lokalu. Chwiejnym krokiem ruszyłem ku wyjściu. Przepychałem się pomiędzy spoconymi klubowiczami, niestety w pewnej chwili zwątpiłem gdzie idę. Widziałem jak przez mgłę, wszystko się rozmazywało. Ktoś szarpnął mnie za ramię i poczułem przypływ tępego bólu.
Nagle znalazłem się naprzeciwko wielkich, metalowych drzwi, które jak wiedziałem z doświadczenia prowadziły do tylnego wyjścia. Powoli ruszyłem w interesującym mnie kierunku, potykając się o własne stopy. Byłem o krok od celu, ale jakiś grubas zaczął skakać w rytm nowej melodii, przez co mnie przewrócił. Leżałem oparty o murowaną ścianę, a w uszach mi szumiało. Niepowinienem był tyle wypić. Kręciło mi się w głowie, przez co nie miałem sił, by się podnieść.
Na szczęście ciężkie drzwi nie były do końca zamknięte i poczułem jak ocuca mnie chłodne powietrze. Zaczerpnąłem powietrza i aż się zaksztusiłem. Zamrugałem kilkakrotnie, a świadomość zaczęła do mnie wracać. Po chwili wstałem i przez nikogo niezauważony wyszedłem na zewnątrz.
Uderzyła mnie fala świeżego powietrza i ciszy. Spojrzałem w niebo, było tak zachmurzone, że nawet księżyc nie świecił. Noce w Miami są gorące, zwłaszcza o tej porze roku, ale różnica między dworem, a klubem była drastyczna. Przejechałem dłonią po włosach, robiłem to zawsze wtedy, kiedy się denerwowałem, lub czułem zdezorientowany, jak teraz.
Chwiejnym krokiem poszedłem na parking samochodowy, gdzie stał mój kabriolet. Prawie nic nie widziałem, tak byłem pijany. I pewnie dlatego nie zauważyłem tej dziewczyny na rolkach...
Szedłem przed siebie nie zważając na zamęt w mojej głowie, gdy ktoś we mnie uderzył. Była to niewysoka dziewczyna w różowej bluzie, a na nogach miała rolki. Mimo ilości wypitego przeze mnie alkocholu poznałem ją od razu. To była ta dziewczyna, którą widziałem wcześniej.