Znasz to uczucie, gdy dostajesz coś na co nigdy nie zasłużyłeś?
Bo ja właśnie tak.
Od zawsze byłem tylko zepsutym dzieciakiem, który za wiele sobie wyobrażał. Uważałem się za "twardziela", wielkiego buntownika. A w rzeczywistości byłem tylko zadufanym w sobie dupkiem. Nigdy nie zmienię się dla miłości- myślałem. Jakże się myliłem, nim się spostrzegłem zakochałem się
.
Dostałem swojego własnego anioła...
Wybiła godzina trzynasta. Znajdowałem się w jednym z największych studio modelingowych w Miami, gdzie pracowałem jako fotograf. Właśnie kończyłem sesję mojej ulubionej modelki, gdy do pracowni weszła Ignes, moja była i szefowa zarazem.
-Hej Mike- powiedziała, przesadnie się uśmiechając. Mimo naszego dawnego rozstania, ona wciąż próbowała mnie uwieść.
-Ignes, poczekaj zaraz kończę.
-Wiem, wiem. Nie przeszkadzaj sobie, ja mam czas.- Usiadła na krzesełku obok szklanego stolika, a ja wróciłem do pracy.
Robiłem kolejne zdjęcia modelce, jednak ani ona, ani ja nie mogliśmy się już skupić z powodu krępującej obecności Ignes. Janette, bo tam miała na imię dziewczyna spojrzała na mnie błagalnie. Od razy zrozumiałem.
-Dobra, na dziś kończymy- powiedziałem, uśmiechając się pod nosem.
-Dziękuję- szepnęła Janette i puściła do mnie oko. Zaśmiałem się, przez co Ignes się wtrąciła.
-Co cię tak bawi?
-Nic, nic- powiedziałem z trudem się opanowując.
Zarumieniona Janette spojrzała nieśmiało na szefową i wykrztusiła tylko cichutkie dowidzenia, a mnie rzuciła zwykłe cześć, po czym wyszła do garderoby.
Zabrałem się za pakowanie sprzętu, kiedy usłyszałem piskliwy głos Ignes:
-Nie powinieneś przyjaźnić się z tą dziewczyną. Mieszasz obowiązki zawodowe z towarzyskimi.
-Nie przesadzaj, jest w porządku, a poza tym spotyka się z moim najlepszym przyjacielem.
-Pamiętam czasy, gdy to ze mną się "spotykałeś".
-Ignes, daj spokój. Rozstaliśmy się w zgodzie i niech tak zostanie.
-Może wyjdziemy dziś na jakąś kolację, albo do klubu, co ty na to?
Westchnąłem i pokręciłem głową. Miałem nadzieję, że mamy to za sobą, jednak do niej nic nie docierało. Tłumaczyłem jej kilkadziesiąt razy, że nigdy nie zapomnę tego jak bardzo mnie zraniła. Do dziś jej nie wybaczyłem...
-Dziewczyno, zrozum, że czasu nie cofniesz! Zdradziłaś mnie do cholery!- wrzasnąłem i wyszedłem z sali. Byłem wściekły. Po prostu kipiałem gniewem. Wcisnąłem przycisk windy i zjechałem na parter. Nie obchodziło mnie czy Ignes było przykro, czy nie. Wyszedłem z budynku i oparłem się o betonową ścianę, zapalając papierosa.
I wtedy ją zobaczyłem...
Jakaś dziewczyna siedziała na rozpadającym się murku i ogrzewała się w jasnych promieniach słońca. Oczy miała zamknięte, a usta układały się w uroczy uśmiech. Patrząc na nią poczułem się nieco spokojniejszy. Miała na sobie jasne dżinsy, bluzę i podniszczone trampki, a jej blond włosy upięte były wysoko. Nie wiem dlaczego, ale w pierwszej chwili porównałem ją do anioła. Nie mam pojęcia czemu... Wydawała się taka delikatna, niewinna, może nawet szczęśliwa. W pewnej chwili nieznajoma otworzyła oczy i spotkała moje spojrzenie. Pośpiesznie wypaliłem papierosa i udałem się w stronę parkingu, słysząc za sobą słodki śmiech dziewczyny.
świetnie zaczynasz ;)
OdpowiedzUsuń