Zastanawiałeś się kiedyś czym jest ludzka pamięć? Pięknym skarbem czy mrocznym przekleństwem? Pamięć jest jak skrzynia, w której chowamy wszystkie wspomnienia, i te złe, i te dobre. Pierwsza miłość i pierwsze rozstanie. Każdy krok naprzód i każdy krok w tył.
Moja pamięć nie ma dna. Codziennie przypomina mi o moich błędach, których już nigdy nie dane mi będzie cofnąć...
Obudziłem się w samo południe, słońce wlewało się strumieniami do mojej sypialni. Usiadłem na skraju łóżka bezradnie próbując sobie przypomnieć zdarzenia minionej nocy. Niestety, w głowie miałem pustkę, a do tego męczył mnie kac. Poszedłem do łazienki i wyjąłem z szafeczki za lustrem aspirynę. Łyknąłem dwie tabletki i wziąłem prysznic. Wróciłem do sypialni, po czym ubrałem się w świeże ciuchy.
Nagle zadzwoniła moja komórka. Na wyświetlaczu pokazało się zdjęcie Janette.
-Halo?- powiedziałem.
-Mike, gdzie jesteś?
-Ja? W domu, a gdzie mam być.
-Nie wiem, Logan na przykład wylądował wczoraj na izbie wytrzeźwień.
-Żartujesz- zaśmiałem się. Czyli nie tylko ja wczoraj przegiąłem.
-Nie, Mike. Dzwonię, bo nie wiedziałam czy z tobą wszystko okey. Powiedz, co wyście wczoraj robili? Logan nie odbierał telefonu.
-Sam nie wiem. Dużo wypiliśmy- stwierdziłem ze śmiechem. Nie potrafiłem opanować rozbawienia. Mój kumpel wylądował na izbie. Bawiło mnie to na maksa.
-Tego mogłam się domyślić. Idioci- mruknęła Janette i się rozłączyła.
Odłożyłem telefon i zaparzyłem sobie herbaty. Głowa niemiłosiernie bolała. Usiadłem w salonie i zapaliłem papierosa. Nie wiedziałem co mam z sobą zrobić. Nie chciało mi się nigdzie iść, ale nie miałem też ochoty na siedzenie w domu. Spróbowałem po raz kolejny przypomnieć sobie co robiłem tej nocy. Pamiętam, że przyszedł do mnie Logan i chciał mnie chyba gdzieś wyciągnąć...
Moje rozmyślania przerwał nagły przypływ głodu. Najzwyczajniej w świecie zaczęło burczeć mi w brzuchu, dlatego założyłem buty i wyszedłem z domu. Chciałem zjeść coś na mieście, ale kiedy wszedłem do garażu, okazało się, że nie ma tam mojego samochodu. Zdezorientowany przejechałem dłonią po włosach. Co się wczoraj działo? Mój kac bynajmniej nie pomagał w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie.
Siedziałem w tym pustym garażu jakiś czas, aż w końcu coś sobie przypomniałem. Coś, albo raczej kogoś.
Amy.
Zamknąłem oczy i spróbowałem w myślach przywrócić kilka wczorajszych wspomnień. Amy, ona miała rolki... I chciała mi pomóc, bo byłem pijany. Moja głowa bolała jak nigdy wcześniej. Wróciłem do domu i wyjąłem z szafki morfinę. Była w domu, bo od czasu do czasu lubiłem sobie zaćpać. Narkomanem nie byłem, chociaż byłem blisko takiego końca. Pierwszy zastrzyk zrobiła mi jakaś laska, której imienia nawet nie pamiętam. To było tak dawno temu... Wtedy wierzyłem, że daje mi szczęście, ale ona już wtedy wiedziała, że mnie zabija. I cieszyła się, że kiedyś nie będzie umierać sama. Ale ja nie skończyłem jak ona. Potrafiłem się w porę opanować. Teraz, ćpam "sportowo".
Wstrzyknąłem sobie majki i usiadłem na kanapie. Ulżyło mi. Włączyłem telewizor i nastawiłem na jakiś kanał muzyczny. Tak naprawdę to nie zwracałem nawet uwagi na to, co się wokół działo. Miałem wszystko w dupie. Sam nie wiem dokładnie kiedy, jednak w którejś chwili usnąłem...
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zerwałem się z kanapy i rzuciłem do drzwi. Otworzyłem je i nie wierząc własnym oczom zobaczyłem uśmiechniętą dziewczynę. To była Amy.
-Hej, przyszłam sprawdzić jak się czujesz- powiedziała. Jej głos był słodki i delikatny, wręcz nieśmiały.
-Okey, to jak już tu jesteś to może wejdziesz do środka?- zaproponowałem.
-Sama nie wiem... Pewnie ci przeszkadzam.
-Nie pieprz głupot, wchodź- powiedziałem, a dziewczyna weszła. Jej blond włosy lekko poruszały się na wietrze. Miała na sobie błękitną sukienkę bez ramion. Wyglądała pięknie.
Zaprowadziłem ją do salonu i usiedliśmy przy szklanym stoliku. Przez chwilę gapiłem się na nią bezmyślnie, kiedy zapytała:
-Dobrze się czujesz?
-Mhmm- mruknąłem, kiwając bezwiednie głową.
Amy zbliżyła się do mnie i spojrzała mi głęboko w oczy. Jej własne były wielkie i szkliste, jak dwa kryształowe stawy.
-Brałeś coś.
niedziela, 16 marca 2014
piątek, 7 marca 2014
Note 3
"Pamiętasz, obiecałem ci, że przyjdą dla nas lepsze dni. Na życie znaleźć dobry plan, w którym zaczniesz znów się śmiać. Złe chwile schowam gdzieś na dnie, straconych szans zapomnę smak. Do tamtych wspomnień zgubię klucz, żeby nie wróciły już."
Ledwo stałem, przyglądając się zaskoczonej blondynce. Jej mała twarzyczka wyrażała zakłopotanie. Prychnąłem.
-Przepraszam...- zaczęła.
Wybuchłem nieopanowanym śmiechem i cofnąłem się o jakieś dwa kroki.
-Pijany- mruknęła.
-Wcale nie- bąknąłem. Prawda była taka, że byłem kompletnie pijany i nie wiedziałem co robię. W uszach mi szumiało, a widok przyćmiewały jasne plamy. Nie wiem jakim cudem trzymałem się na nogach...
Dziewczyna przyjrzała mi się dokładnie i jakby zmarkotniała, jednak pewności nie miałem, w końcu byłem nieźle wypity. Ale jej oczy... Jakby przepełnione bezradnością, współczuciem i zmartwieniem. Dawno nie spotkałem takiego spojrzenia. Zwykle ludzie, jeśli już na mnie patrzeli to byli wściekli, zlęknieni, albo ręce im opadały. Niewiele osób potrafiło na mnie patrzeć jak ta piękna nieznajoma.
Nagle dziwnie się poczułem... Zrobiło mi się wstyd i chciałem się poprawić, a nawet "zdobyć" tego anioła.
-Sorry, muszę iść po samochód- powiedziałem i ruszyłem w stronę parkingu. Kto wie, może puściłaby mnie, ale po jednym kroku zachwiałem się i gdyby mnie nie przytrzymała, uderzyłbym twarzą o chodnik.
-Że co?!- krzyknęła. Zaśmiałem się, była taka urocza. Po chwili westchnęła i zapytała- Gdzie mieszkasz?
-Co kurwa?- śmiałem się jak dzieciak. Usiadłem na chodniku, żeby nie zaliczyć gleby. Było mi tak wesoło....
-Nie przeklinaj. Pytam gdzie mieszkasz. Mam zamiar cię odprowadzić.
-Za co taka nagroda?
-Albo sobie coś zrobisz, albo komuś innemu. Tak czy siak, nie pójdziesz sam.
Spojrzałem na nią i pokiwałem głową. Usiadła obok mnie i ściągnęła swoje rolki, po czym schowała je do szarego plecaka, z którego wyjęła podniszczone trampki. Po chwili kombinacji przy sznurówkach dziewczyna podniosła się i spojrzała na mnie.
-Chodźmy już, tylko powiedz mi dokąd.
-Taki ładny szklany domek blisko plaży- wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. Podniosłem się i przejechałem dłonią po włosach.
-Okey, jakoś sobie poradzimy- szepnęła do siebie.- A przy okazji, mam na imię Amy- uśmiechnęła się.
-A ja Mike- wymamrotałem. Już nie migało mi przed oczami, jednak byłem senny i miałem kłopoty z mówieniem.
-Dobrze wiedzieć- powiedziała i zaśmiała się, podchodząc do mnie powoli.
Otoczyłem ją ramieniem i ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę mojego auta.
-Skoro nie mogę prowadzić...
-Nie ma mowy- przerwała mi.
-To może ty poprowadzisz? Jestem w stanie ci zaufać- znów się zaśmiałem. Niemal pół tamtej nocy prześmiałem.
-Nie mam prawa jazdy.
-No i?
-Nie mam zamiaru prowadzić samochodu, skoro nie potrafię.
-Śmieszne.
-Wcale.
Szliśmy dalej śmiejąc się jak dzieci, jednak Amy wyglądała na normalną, a ja jak ćpun.
-Widziałem cię dziś.
-Prawda. Czekałam na taksówkę, a ty zabijałeś swoje płuca.
-Co ty pierdolisz.
-Mówiłam ci, masz nie bluźnić. Przynajmniej nie w moim towarzystwie.
-Sorry.
-Nie uznaję słowa "sorry". Czekam na szczere przepraszam.
-Przepraszam- powiedziałem, szczerze. Nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, jednak w jednej chwili dostałem wyrzutów sumienia. Nie chciałem sprawiać jej zawodu.
-W porządku- uśmiechnęła się. W słabym świetle latarni ulicznych wyglądała jak mały aniołek, o którego trzeba się zatroszczyć. I mimo wypitego alkoholu całkiem świadomie zapragnąłem się nią zaopiekować.
-Jesteś taka piękna...
-A już myślałam, że trzeźwiejesz- westchnęła.
Szliśmy tak rozmawiając o niczym, no bo o czym można rozmawiać z pijanym fotografem o buntowniczym charakterze?
-Mike, dochodzimy do plaży, gdzie ten twój dom?- spytała w pewnej chwili.
-Jeszcze kawałek, naprawdę.
Po kilku minutach staliśmy już pod drzwiami frontowymi. Marzyłem tylko o odrobinie snu, była jakaś trzecia, może czwarta nad ranem. Do tego w mojej krwi wciąż znajdowały się resztki alkoholu, więc potrzeba snu była wręcz nieodparta.
-Myślę, że dalej już sobie poradzisz- powiedziała Amy patrząc na mnie swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. Oczami dziecka, które nic jeszcze nie wie o świecie.
-A zobaczymy się jeszcze?
-Jeśli chcesz, to mogę przyjść po południu.
-Okey. Dzięki- powiedziałem i wyjąłem z kieszeni klucze.
Dziewczyna odeszła z lekkim uśmiechem na ustach, a ja wszedłem do domu. Rzuciłem się na łóżko, jeszcze w butach.
W moich snach trzymałem w ramionach małego, niewinnego aniołka, o którym wiedziałem tylko tyle, że ma na imię Amy...
Ledwo stałem, przyglądając się zaskoczonej blondynce. Jej mała twarzyczka wyrażała zakłopotanie. Prychnąłem.
-Przepraszam...- zaczęła.
Wybuchłem nieopanowanym śmiechem i cofnąłem się o jakieś dwa kroki.
-Pijany- mruknęła.
-Wcale nie- bąknąłem. Prawda była taka, że byłem kompletnie pijany i nie wiedziałem co robię. W uszach mi szumiało, a widok przyćmiewały jasne plamy. Nie wiem jakim cudem trzymałem się na nogach...
Dziewczyna przyjrzała mi się dokładnie i jakby zmarkotniała, jednak pewności nie miałem, w końcu byłem nieźle wypity. Ale jej oczy... Jakby przepełnione bezradnością, współczuciem i zmartwieniem. Dawno nie spotkałem takiego spojrzenia. Zwykle ludzie, jeśli już na mnie patrzeli to byli wściekli, zlęknieni, albo ręce im opadały. Niewiele osób potrafiło na mnie patrzeć jak ta piękna nieznajoma.
Nagle dziwnie się poczułem... Zrobiło mi się wstyd i chciałem się poprawić, a nawet "zdobyć" tego anioła.
-Sorry, muszę iść po samochód- powiedziałem i ruszyłem w stronę parkingu. Kto wie, może puściłaby mnie, ale po jednym kroku zachwiałem się i gdyby mnie nie przytrzymała, uderzyłbym twarzą o chodnik.
-Że co?!- krzyknęła. Zaśmiałem się, była taka urocza. Po chwili westchnęła i zapytała- Gdzie mieszkasz?
-Co kurwa?- śmiałem się jak dzieciak. Usiadłem na chodniku, żeby nie zaliczyć gleby. Było mi tak wesoło....
-Nie przeklinaj. Pytam gdzie mieszkasz. Mam zamiar cię odprowadzić.
-Za co taka nagroda?
-Albo sobie coś zrobisz, albo komuś innemu. Tak czy siak, nie pójdziesz sam.
Spojrzałem na nią i pokiwałem głową. Usiadła obok mnie i ściągnęła swoje rolki, po czym schowała je do szarego plecaka, z którego wyjęła podniszczone trampki. Po chwili kombinacji przy sznurówkach dziewczyna podniosła się i spojrzała na mnie.
-Chodźmy już, tylko powiedz mi dokąd.
-Taki ładny szklany domek blisko plaży- wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. Podniosłem się i przejechałem dłonią po włosach.
-Okey, jakoś sobie poradzimy- szepnęła do siebie.- A przy okazji, mam na imię Amy- uśmiechnęła się.
-A ja Mike- wymamrotałem. Już nie migało mi przed oczami, jednak byłem senny i miałem kłopoty z mówieniem.
-Dobrze wiedzieć- powiedziała i zaśmiała się, podchodząc do mnie powoli.
Otoczyłem ją ramieniem i ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę mojego auta.
-Skoro nie mogę prowadzić...
-Nie ma mowy- przerwała mi.
-To może ty poprowadzisz? Jestem w stanie ci zaufać- znów się zaśmiałem. Niemal pół tamtej nocy prześmiałem.
-Nie mam prawa jazdy.
-No i?
-Nie mam zamiaru prowadzić samochodu, skoro nie potrafię.
-Śmieszne.
-Wcale.
Szliśmy dalej śmiejąc się jak dzieci, jednak Amy wyglądała na normalną, a ja jak ćpun.
-Widziałem cię dziś.
-Prawda. Czekałam na taksówkę, a ty zabijałeś swoje płuca.
-Co ty pierdolisz.
-Mówiłam ci, masz nie bluźnić. Przynajmniej nie w moim towarzystwie.
-Sorry.
-Nie uznaję słowa "sorry". Czekam na szczere przepraszam.
-Przepraszam- powiedziałem, szczerze. Nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, jednak w jednej chwili dostałem wyrzutów sumienia. Nie chciałem sprawiać jej zawodu.
-W porządku- uśmiechnęła się. W słabym świetle latarni ulicznych wyglądała jak mały aniołek, o którego trzeba się zatroszczyć. I mimo wypitego alkoholu całkiem świadomie zapragnąłem się nią zaopiekować.
-Jesteś taka piękna...
-A już myślałam, że trzeźwiejesz- westchnęła.
Szliśmy tak rozmawiając o niczym, no bo o czym można rozmawiać z pijanym fotografem o buntowniczym charakterze?
-Mike, dochodzimy do plaży, gdzie ten twój dom?- spytała w pewnej chwili.
-Jeszcze kawałek, naprawdę.
Po kilku minutach staliśmy już pod drzwiami frontowymi. Marzyłem tylko o odrobinie snu, była jakaś trzecia, może czwarta nad ranem. Do tego w mojej krwi wciąż znajdowały się resztki alkoholu, więc potrzeba snu była wręcz nieodparta.
-Myślę, że dalej już sobie poradzisz- powiedziała Amy patrząc na mnie swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. Oczami dziecka, które nic jeszcze nie wie o świecie.
-A zobaczymy się jeszcze?
-Jeśli chcesz, to mogę przyjść po południu.
-Okey. Dzięki- powiedziałem i wyjąłem z kieszeni klucze.
Dziewczyna odeszła z lekkim uśmiechem na ustach, a ja wszedłem do domu. Rzuciłem się na łóżko, jeszcze w butach.
W moich snach trzymałem w ramionach małego, niewinnego aniołka, o którym wiedziałem tylko tyle, że ma na imię Amy...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)