"Pamiętasz, obiecałem ci, że przyjdą dla nas lepsze dni. Na życie znaleźć dobry plan, w którym zaczniesz znów się śmiać. Złe chwile schowam gdzieś na dnie, straconych szans zapomnę smak. Do tamtych wspomnień zgubię klucz, żeby nie wróciły już."
Ledwo stałem, przyglądając się zaskoczonej blondynce. Jej mała twarzyczka wyrażała zakłopotanie. Prychnąłem.
-Przepraszam...- zaczęła.
Wybuchłem nieopanowanym śmiechem i cofnąłem się o jakieś dwa kroki.
-Pijany- mruknęła.
-Wcale nie- bąknąłem. Prawda była taka, że byłem kompletnie pijany i nie wiedziałem co robię. W uszach mi szumiało, a widok przyćmiewały jasne plamy. Nie wiem jakim cudem trzymałem się na nogach...
Dziewczyna przyjrzała mi się dokładnie i jakby zmarkotniała, jednak pewności nie miałem, w końcu byłem nieźle wypity. Ale jej oczy... Jakby przepełnione bezradnością, współczuciem i zmartwieniem. Dawno nie spotkałem takiego spojrzenia. Zwykle ludzie, jeśli już na mnie patrzeli to byli wściekli, zlęknieni, albo ręce im opadały. Niewiele osób potrafiło na mnie patrzeć jak ta piękna nieznajoma.
Nagle dziwnie się poczułem... Zrobiło mi się wstyd i chciałem się poprawić, a nawet "zdobyć" tego anioła.
-Sorry, muszę iść po samochód- powiedziałem i ruszyłem w stronę parkingu. Kto wie, może puściłaby mnie, ale po jednym kroku zachwiałem się i gdyby mnie nie przytrzymała, uderzyłbym twarzą o chodnik.
-Że co?!- krzyknęła. Zaśmiałem się, była taka urocza. Po chwili westchnęła i zapytała- Gdzie mieszkasz?
-Co kurwa?- śmiałem się jak dzieciak. Usiadłem na chodniku, żeby nie zaliczyć gleby. Było mi tak wesoło....
-Nie przeklinaj. Pytam gdzie mieszkasz. Mam zamiar cię odprowadzić.
-Za co taka nagroda?
-Albo sobie coś zrobisz, albo komuś innemu. Tak czy siak, nie pójdziesz sam.
Spojrzałem na nią i pokiwałem głową. Usiadła obok mnie i ściągnęła swoje rolki, po czym schowała je do szarego plecaka, z którego wyjęła podniszczone trampki. Po chwili kombinacji przy sznurówkach dziewczyna podniosła się i spojrzała na mnie.
-Chodźmy już, tylko powiedz mi dokąd.
-Taki ładny szklany domek blisko plaży- wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. Podniosłem się i przejechałem dłonią po włosach.
-Okey, jakoś sobie poradzimy- szepnęła do siebie.- A przy okazji, mam na imię Amy- uśmiechnęła się.
-A ja Mike- wymamrotałem. Już nie migało mi przed oczami, jednak byłem senny i miałem kłopoty z mówieniem.
-Dobrze wiedzieć- powiedziała i zaśmiała się, podchodząc do mnie powoli.
Otoczyłem ją ramieniem i ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę mojego auta.
-Skoro nie mogę prowadzić...
-Nie ma mowy- przerwała mi.
-To może ty poprowadzisz? Jestem w stanie ci zaufać- znów się zaśmiałem. Niemal pół tamtej nocy prześmiałem.
-Nie mam prawa jazdy.
-No i?
-Nie mam zamiaru prowadzić samochodu, skoro nie potrafię.
-Śmieszne.
-Wcale.
Szliśmy dalej śmiejąc się jak dzieci, jednak Amy wyglądała na normalną, a ja jak ćpun.
-Widziałem cię dziś.
-Prawda. Czekałam na taksówkę, a ty zabijałeś swoje płuca.
-Co ty pierdolisz.
-Mówiłam ci, masz nie bluźnić. Przynajmniej nie w moim towarzystwie.
-Sorry.
-Nie uznaję słowa "sorry". Czekam na szczere przepraszam.
-Przepraszam- powiedziałem, szczerze. Nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, jednak w jednej chwili dostałem wyrzutów sumienia. Nie chciałem sprawiać jej zawodu.
-W porządku- uśmiechnęła się. W słabym świetle latarni ulicznych wyglądała jak mały aniołek, o którego trzeba się zatroszczyć. I mimo wypitego alkoholu całkiem świadomie zapragnąłem się nią zaopiekować.
-Jesteś taka piękna...
-A już myślałam, że trzeźwiejesz- westchnęła.
Szliśmy tak rozmawiając o niczym, no bo o czym można rozmawiać z pijanym fotografem o buntowniczym charakterze?
-Mike, dochodzimy do plaży, gdzie ten twój dom?- spytała w pewnej chwili.
-Jeszcze kawałek, naprawdę.
Po kilku minutach staliśmy już pod drzwiami frontowymi. Marzyłem tylko o odrobinie snu, była jakaś trzecia, może czwarta nad ranem. Do tego w mojej krwi wciąż znajdowały się resztki alkoholu, więc potrzeba snu była wręcz nieodparta.
-Myślę, że dalej już sobie poradzisz- powiedziała Amy patrząc na mnie swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. Oczami dziecka, które nic jeszcze nie wie o świecie.
-A zobaczymy się jeszcze?
-Jeśli chcesz, to mogę przyjść po południu.
-Okey. Dzięki- powiedziałem i wyjąłem z kieszeni klucze.
Dziewczyna odeszła z lekkim uśmiechem na ustach, a ja wszedłem do domu. Rzuciłem się na łóżko, jeszcze w butach.
W moich snach trzymałem w ramionach małego, niewinnego aniołka, o którym wiedziałem tylko tyle, że ma na imię Amy...
No fajnie fajnie xx
OdpowiedzUsuń