"Wiem, że nadejdzie ten dzień, w którym spełni się mój sen, w którym będzie znowu tak, jakby narodził się świat. Na nowo będę kraść twych oczu jasny blask. Na nowo będę ci upiększać każdą z chwil."
Siedziałem przy stole w kuchni i słuchałem radia. Zapowiadano właśnie słoneczną pogodę. Dochodziła jedenasta, więc musiałem się zbierać. Amy zaprosiła mnie na dwunastą, a jej dom znajdował się spory kawałek od mojego. Dopiłem kawę i wyszedłem do garażu. Po krótkiej chwili wyjechałem na ulicę. Było całkiem ciepło, ale bez przesady. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Po około godzinie jazdy samochodem dojechałem na miejsce. Moim oczom ukazał się niewielki domek. Westchnąłem i wysiadłem z auta. Było tu bardzo spokojnie, ciszej niż na przykład na mojej dzielnicy. Podszedłem do białego płotu i otworzyłem furtkę.
Nie wiedziałem czego się spodziewać
Leciutko zapukałem do drzwi. Z nerwów przygryzłem dolną wargę. Po chwili, która wydawała się być wiecznością drzwi uchyliły się, a stanęła w nich starsza kobieta. Na pierwszy rzut oka miała około 30, może 40 lat.
-Dzień dobry- powiedziała, uśmiechając się. Miała krótkie, sterczące włosy i zielone oczy.
-Czy tu nie mieszka Amy Forbs?- wypaliłem. Zdawało mi się, trafiłem pod dobry adres.
-Ależ mieszka- zaśmiała się.- Ty pewnie jesteś Mike, wejdź.
Oszołomiony wszedłem do środka.
Siedziałem przy stole w kuchni i słuchałem radia. Zapowiadano właśnie słoneczną pogodę. Dochodziła jedenasta, więc musiałem się zbierać. Amy zaprosiła mnie na dwunastą, a jej dom znajdował się spory kawałek od mojego. Dopiłem kawę i wyszedłem do garażu. Po krótkiej chwili wyjechałem na ulicę. Było całkiem ciepło, ale bez przesady. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Po około godzinie jazdy samochodem dojechałem na miejsce. Moim oczom ukazał się niewielki domek. Westchnąłem i wysiadłem z auta. Było tu bardzo spokojnie, ciszej niż na przykład na mojej dzielnicy. Podszedłem do białego płotu i otworzyłem furtkę.
Nie wiedziałem czego się spodziewać
Leciutko zapukałem do drzwi. Z nerwów przygryzłem dolną wargę. Po chwili, która wydawała się być wiecznością drzwi uchyliły się, a stanęła w nich starsza kobieta. Na pierwszy rzut oka miała około 30, może 40 lat.
-Dzień dobry- powiedziała, uśmiechając się. Miała krótkie, sterczące włosy i zielone oczy.
-Czy tu nie mieszka Amy Forbs?- wypaliłem. Zdawało mi się, trafiłem pod dobry adres.
-Ależ mieszka- zaśmiała się.- Ty pewnie jesteś Mike, wejdź.
Oszołomiony wszedłem do środka.
-Jestem mamą Amy- wyjaśniła. I wtedy zobaczyłem to wrodzone podobieństwo. Identyczny kolor włosów, figura i blada cera. To musiała być jej matka.
-Aa rozumiem- bąknąłem. Zrobiło mi się trochę głupio.
Rozejrzałem się. Byliśmy w ciasnawym pokoiku. Ściany pomalowane były na niebiesko, a na każdej z nich stały szafki z butami i wieszakami. Szybko zsunąłem z kostek buty i spojrzałem na mamę Amy.
-Chodź, Amy jest u siebie- powiedziała i przepuściła mnie w drzwiach.- Jej pokój jest tam- wskazała mi drogę.
Szedłem wzdłuż ściany, na której wisiało wiele pięknych obrazów, których nigdy bym sobie nawet nie wyobraził. Szedłem tak i szedłem, aż natrafiłem na jakieś drzwi. Bez wahania złapałem za klamkę. Podłoga była tu wyłożona jasnym drewnem. Pod ścianą z wielkim oknem siedziała dziewczyna z gitarą. Miała zamknięte oczy, a na ramieniu leżał warkocz.
-Ktoś ty?- zapytała. Rozpoznałem w niej siostrę Amy- Sarah.
-Mike.
-Przyjaciel Amy- powiedziała, sarkastycznie podkreślając słowo "przyjaciel". Wydawała się byś wredna.
-Jakiś problem?- odparłem.
-Ty nim jesteś. Wchodzisz do mojego pokoju, jak do siebie. I co? Najpierw robisz jakąś aferę, bo pomyliłeś mnie z siostrą, a teraz wchodzisz i robisz problemy.
Uświadomiłem sobie, że Sarah miała rację. Odwalałem jakieś cyrki, teatrzyki, a potem przychodziłem do jej domu, jak gdyby nigdy nic. I to do JEJ pokoju, gdzie z pewnością nie byłem mile widziany.
-Słuchaj, ja po prostu pomyliłem pokoje i tyle. Nic do ciebie nie mam, a tamto... No, to było zwykłe nieporozumienie.
-Wyjazd- powiedziała.
Westchnąłem i cicho wyszedłem z pokoju. Byłem na siebie zły, że tak zacząłem tę znajomość. Sarah była siostrą Amy i nie mogłem sobie pozwolić na spory z nią.
Podszedłem do drzwi naprzeciwko i tym razem cichutko zapukałem.
-Ktoś ty?- zapytała. Rozpoznałem w niej siostrę Amy- Sarah.
-Mike.
-Przyjaciel Amy- powiedziała, sarkastycznie podkreślając słowo "przyjaciel". Wydawała się byś wredna.
-Jakiś problem?- odparłem.
-Ty nim jesteś. Wchodzisz do mojego pokoju, jak do siebie. I co? Najpierw robisz jakąś aferę, bo pomyliłeś mnie z siostrą, a teraz wchodzisz i robisz problemy.
Uświadomiłem sobie, że Sarah miała rację. Odwalałem jakieś cyrki, teatrzyki, a potem przychodziłem do jej domu, jak gdyby nigdy nic. I to do JEJ pokoju, gdzie z pewnością nie byłem mile widziany.
-Słuchaj, ja po prostu pomyliłem pokoje i tyle. Nic do ciebie nie mam, a tamto... No, to było zwykłe nieporozumienie.
-Wyjazd- powiedziała.
Westchnąłem i cicho wyszedłem z pokoju. Byłem na siebie zły, że tak zacząłem tę znajomość. Sarah była siostrą Amy i nie mogłem sobie pozwolić na spory z nią.
Podszedłem do drzwi naprzeciwko i tym razem cichutko zapukałem.