sobota, 17 maja 2014

Note 11

Kto jest mądry?
Nie szkoła, która niszczy wyobraźnię.
Nie poeci, którzy tworzą swoje wiersze.
Nie muzycy, którzy którzy grają pod publikę.
Ale garstka ludzi, co głoszą jeszcze prawdę...

Długo myślałem nad słowami Amy. Twierdziła, że miłość to głupota? Nie potrafiłem zrozumieć, o co dokładnie jej chodziło. Może chciała w ten sposób pokazać mi, że nie mam u niej szans?
Wyjąłem z kieszeni paczkę fajek, ale ku mojemu zdziwieniu okazała się pusta. Wściekły rzuciłem nią o ścianę. Nie paliłem od dobrych dwóch dni i zwolna trafiał mnie szlak. Zgrzytając zębami ubrałem się i wyszedłem do najbliższego sklepu.
* * *
Stałem w kolejce do jedynej w sklepie kasy. W ręku trzymałem dwa opakowania papierosów i butelkę piwa. Z głośników w suficie wydobywała się cicha muzyka w stylu disco. Nienawidziłem utworów tego typu. Przybliżyłem się do kasy o kilka kroków, gdy ktoś złapał mnie za ramię. Tym kimś była Ignes.
-Mike?- spytała, przyglądając mi się krzywo.
-Cześć- mruknąłem. Ignes była na końcu mojej listy ludzi, których chciałem teraz widzieć.
-Logan, zwalniał cię z pracy, ale tłumaczył to chorobą. Nie spodziewałam się cię tu spotkać- powiedziała zaczepnie, a po chwili jej wzrok utkwił na moim opatrunku.
-Nie jestem teraz zdolny do pracy. Nic więcej nie musisz wiedzieć.
Zapłaciłem kasjerce i wyszedłem ze sklepu. Siąpił deszcz, więc naciągnąłem ba głowę kaptur. Po chwili usłyszałem jakiś głośny stukot. Zaciekawiony odwróciłem się, to moja była biegła na na szpilkach.
-Zaczekaj!- krzyknęła, ale ja już szedłem w swoją stronę. Panował mrok, bo latarnie jeszcze się nie włączyły. Do tego deszcz przybrał na sile.
-Mike!- wrzasnęła jeszcze raz Ignes, jednak ja już nie zareagowałem. Skupiłem się na drodze przed siebie.
Kiedy wszedłem do domu, byłem kompletnie przemoczony. Włosy poprzyklejały mi się do czoła, a ubrania tworzyły jakby drugą skórę. Ściągnąłem koszulkę i buty, i zabrałem się do łazienki. Trzęsłem się z zimna, dlatego wziąłem gorący prysznic.
Kiedy wróciłem do sypialni rzuciłem się na łóżko i sięgnąłem po telefon. Wybrałem numer Amy. Odebrała po drugim sygnale.
-Hej.
-Siemka, co tam?- jej głos brzmiał słodko jak miód. Brakowało mi go, choć słyszałem go zaledwie kilka godzin wcześniej.
-Amy, mógłbym cię jutro odwiedzić?
-Jasne. Już ci podaję adres- powiedziała, a ja uśmiechnąłem się pod nosem.
Idąc spać, po raz kolejny przypomniałem sobie słowa tej dziewczyny. Może i byłem głupi, ale czułem, że to właśnie jest miłość.

1 komentarz: