Miłość. To nie poranek, kiedy budzisz się obok idealnej połówki. To nie człowiek, przy którym czujesz się kochany i bezpieczny. Prawdziwa miłość to nie związek idealny, bo taki nie istnieje, ale pełen kłótni i godzenia, łez i uśmiechów. To uczucie, które dodaje nam odwagi do poświęcenia się dla drugiej osoby. To coś, czego nie mierzy się po sile, lecz po czasie czasie trwania. Bo miłość jest jak wojna, łatwo ją zacząć, ale nigdy nie kończy się ostatecznie.
"Miłość nie leci z kranu jak woda, nie możesz jej odkręcać i zakręcać kiedy tylko zechcesz."
~Stephen King
Siedzieliśmy z Amy w kuchni i rozmawialiśmy. Opowiedziałem jej o porannej wizycie policjantów i o tym co znaleźli.
-Ale nie jesteś narkomanem, prawda?- zapytała. Spoglądała na mnie z nadzieją w oczach. Bardzo chciała, abym był lepszym, niż na to wskazywało.
-Przecież już o to pytałaś. Nie jestem ćpunem, po prostu czasem mnie ponosi i popełniam błędy- wyznałem. Czułem się dość skrępowany, tłumacząc jej to wszystko. Pocieszałem się myślą, że przynajmniej jestem z nią szczery.
Słysząc moją odpowiedź, Amy uśmiechnęła się lekko i usiadła na blacie. Jej stopy nie dosięgały podłogi, przez co wyglądała jak dziecko.
-Zmienisz się?
-Nie wiem...- powiedziałem bardziej do siebie, niż do niej.
-A chciałbyś?
-Amy, to nie takie proste- westchnąłem. Nie była w stanie nawet sobie wyobrazić jak to było być mną. Z jednej strony, nie byłem uzależniony, z drugiej, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że spadłem na dno. Nie widziałem swojej przyszłości. Zamiast niej, była tylko ciemna pustka.
-Mike?
-Chciałbym, ale brakuje mi motywacji.
-To ja nią będę- uśmiechnęła się tak słodko, że coś we mnie drgnęło. Rzeczywiście, Amy była w stanie mi pomóc. Nie umiałem tego wyjaśnić, jednak odgrywała ona ważną rolę w moim życiu. Potrzebowałem jej.
Podszedłem bliżej. Nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Delikatnie musnąłem ustami jej policzek. Była taka lekka, taka krucha.
-Mike- szepnęła. Oparłem głowę o jej czoło i westchnąłem.
Między nami była malusieńka granica, którą Amy sobie wyznaczyła. Mogliśmy rozmawiać o wszystkim, ufać sobie bezgranicznie, ale te granice dotyczyły raczej mojego zachowania. Nie była pierwszą lepszą laską, którą zabierało się na jedną noc. Nie była "łatwa".
Godziłem się na jej zasady z dwóch powodów. Po pierwsze, nie mógłbym zrobić niczego wbrew jej woli, a po drugie, nie pragnąłem tylko zabrać jej do łóżka. Coś co łączyło mnie z Amy było silniejsze i ważniejsze.
Uśmiechnąłem się do niej. Jej oczy lśniły. Patrzyliśmy tak na siebie, aż coś mnie oświeciło. Przeraziłem się.
Co jeśli się zakochałem? Logan na początku swojego związku z Janette, mówił tylko o niej. Gadał jaka to ona wspaniała, idealna. Miłość...
-Chyba się w tobie zakochałem- wyszeptałem.
-Głupi jesteś- odpowiedziała, patrząc na mnie poważnie.
-Co?
-Miłość jest dla głupich. Po prostu.
-Dlaczego?- spytałem. Nigdy prawdziwie nie kochałem, więc nie wiedziałem o czym mówiła.
-Miłość to wyzwanie. Ona rani i uszczęśliwia. Jest skarbem i przekleństwem.
-Nie rozumiem.
-Nie rzucaj słów na wiatr, i tyle.
Po czym wyszła bez słowa.
__________________________________________________________________
Rozdział krótki z braku czasu. Postaram się kolejną napisać jak najszybciej.
Co ugryzło naszą Amy? :(
OdpowiedzUsuń