Jedna chwila może zadecydować o całym życiu, ale czy można nazwać ją piękną w obliczu ciągłego bólu? Jeden moment, jedna decyzja i nieodwracalne zmiany zaraz dają o sobie znać. Tylko czy to dobre zmiany? Czy można dzielić chwile na dobre i złe?
"Chwila, która trwa może być najlepszą z twoich chwil..."
Pod dwóch dniach wypisałem się ze szpitala, na własne żądanie. Co prawda wciąż czułem się osłabiony, ale miałem dość cogodzinnych wizyt psychiatrów i psychologów, którzy tylko czekali, aż znowu zrobię coś głupiego. Tak, głupiego, bo uświadomiłem sobie jakim idiotą byłem próbując odebrać sobie życie. Zrozumiałem to widząc, że potrafię jeszcze być szczęśliwy. A moim szczęściem była Amy. Wspierała mnie przez cały czas i dodawała sił. Chociaż, od naszego pocałunku niewiele się zmieniło, czułem, że w końcu czego dokonałem.
Moje rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi.
-Otwarte- zawołałem. Domyślałem się, że to Logan lub Amy. Oboje mnie odwiedzali. Wiedziałem, że mogę na nich liczyć.
Pukanie, jednak nasiliło się, a po chwili przeobraziło w walenie w drzwi. Z westchnieniem podniosłem się z kanapy i poszedłem otworzyć. Kiedy uchyliłem drzwi zobaczyłem dwóch wysokich policjantów. Zatkało mnie.
-Dzień dobry- powiedział jeden z nich. Wyglądał na znudzonego swoją pracą, chociaż głos miał całkowicie poważny.- Czy możemy porozmawiać z panem Michael'em Pierrcem?
-To ja- powiedziałem marszcząc czoło. Byłem skołowany. Nic nie przeskrobałem... chyba.
-Ekhm... Możemy wejść do środka?- powiedział cicho drugi. Wydawał się unikać mojego wzroku. Nic z tego nie rozumiałem.
-Ale o co chodzi?
-Proszę pana, sprawa dotyczy przede wszystkim pana próby samobójczej- powiedział mundurowy, podkreślając zwrot "przede wszystkim".
-Przecież, tłumaczyłem wszystko w szpitalu. Nie mam nic więcej do powiedzenia w tym temacie.
-Panie Pierrce, naprawdę chce pan rozmawiać w drzwiach?
-Ja w ogóle nie chcę z panami rozmawiać. Dziękuję. Do widzenia- warknąłem i spróbowałem zatrzasnąć drzwi, lecz jeden z policjantów (ten znudzony) przytrzymał je nogą.
-Powiem wprost, medycy znaleźli u pana w domu narkotyki. Jeżeli nie chce pan rozmawiać z nami we własnym mieszkaniu, to możemy załatwić to na komendzie, tak jak to robimy zazwyczaj. Tylko ze względu na pana ostatni wyskok robimy wyjątek.
Poczułem jakby ktoś uderzył mnie w tył głowy. Tylko tego mi brakowało- kolejnych kłopotów z prawem.
-To jak, wpuści nas pan?- uśmiechnął się ten drugi. Szach.
Zrezygnowany cofnąłem się do pokoju w towarzystwie dwóch mundurowych. Usiadłem na kanapie i wyłączyłem telewizor, z którego do tej pory odzywała się jakaś reporterka. Postanowiłem grać w otwarte karty i nie wciskać im bajeczek, że nie wiem o czym mówią.
-A więc? Co teraz?- spytałem, choć po prawdzie znałem kolej rzeczy. Prokurator. Dochodzenie. Zeznania. Sprawa. I kara. Właśnie, kara, tylko jaka?
-Na początek chcielibyśmy wyjaśnić skąd u pana takie ilości morfiny?
-Cierpię na bóle migrenowe. Na każdy z leków, jakie znajdziecie w moim domu, miałem receptę.
-A co tu znajdziemy oprócz morfiny?
-Zapewne tego typu środki przeciwbólowe. Powiem otwarcie, nie posiadam żadnych ziółek i tak dalej. Mam tylko leki z apteki.
Policjanci rozmawiali ze mną przez jakąś godzinę. Było dość spokojnie. Niestety, potem przerwał nam dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć...-powiedziałem zirytowany. Nie był to najlepszy moment na gości.
Uchyliłem drzwi i zobaczyłem Amy. Miała na sobie przezroczysty sweterek i dżinsowe szorty. Uśmiechała się delikatnie.
-Hej- powiedziała i cmoknęła mnie w policzek.
-Amy...- zacząłem. Nie potrafiłem niewpuścić jej do środka, ale nie mogłem pozwolić, aby była świadkiem mojej rozmowy z komisarzami.
-Stało się coś?- zapytała. Chyba czytała mi w myślach.- Mike?
-Jestem trochę zajęty...
-Wyglądasz jakbyś chciał i nie chciał za razem mi czegoś powiedzieć.
-Chodź, wejdź. Tylko będziesz musiała chwilę zaczekać- poddałem się.
Zaprowadziłem ją do kuchni i poprosiłem, żeby poczekała na mnie w ciszy. Sam wróciłem do policjantów.
-Możemy kontynuować.
-A więc, panie Pierrce mamy propozycję. Mianowicie, nie zgłosimy sprawy do prokuratury.
-Skąd taka decyzja?- zdziwiłem się. Z jednej strony moje rzeczowe argumenty mogły ich przekonać, z drugiej to nie od nich zależało czy coś zgłoszą, czy nie.
-Znamy pana historię. W końcu ma pan u nas swoją kartotekę- odpowiedział mi jeden z mężczyzn. Zatkało mnie. Z powodu mojej "ciekawej" przeszłości postanowili mi odpuścić?
-I tyle?
-Niezupełnie- uśmiechnął się drugi z nich.- Jest i druga strona medalu. Będzie pan zobowiązany do kilku rzeczy. To jest, pozbycia się wszystkich leków, których pan już nie przyjmuje i zmiany swojego stylu życia.
-Nie do końca rozumiem.
-Musi pan się pilnować. Jedno przewinienie i koniec.
Po chwili skończyliśmy naszą rozmowę i odprowadziłem policjantów do drzwi. Z westchnieniem i pustką w głowie wróciłem do kuchni, do Amy. Stała na palcach i szperała po szafkach najwyraźniej czegoś szukając.
-Co ty wyrabiasz?- spytałem, jednocześnie powstrzymując się od przekleństw. Normalnie bluźniłem bez oporów, jednak w towarzystwie Amy musiałem się pilnować. Oczywiście ona nie raz była zmuszona mnie upominać.
-Mów gdzie to masz.
-Co gdzie mam?
-Cały ten syf- wypaliła nie przerywając swoich poszukiwań. Była zła.
Złapałem ją za rękę i spojrzałem w oczy.
-Amy, to moja sprawa- szepnąłem.
-A właśnie, że nie!- krzyknęła.- Moja też! Nie pozwolę ci zmarnować sobie życia.
Jej oczy płonęły.
Przejechałem dłonią po jej policzku, ale odsunęła się.
-Masz mi to wszystko wytłumaczyć. Teraz. Zaraz.
Nie wiedziałem co robić. Powinna była wiedzieć, ale i nie powinna. To był inny świat. Gorszy. Którego częścią się stałem. Nie chciałem wciągać jej w to bagno, zwłaszcza, że wiedziałem jak to mogło się skończyć. Ona była dobra- ja nie.
-Nie mogę.
-Nie ufasz mi?- wyszeptała. Przyglądała mi się ze smutkiem. Pewnie się na mnie zawiodła.
Mimo, że znałem ją tak krótko to ufałem jej całkowicie. Była miła, szczera i bił od niej blask. Nie wiem, jak można by jej nie zaufać.
-Nie bądź niemądra, Amy. Ufam ci. Tylko... te sprawy są niebezpieczne. Nie wciągnę cię w to.
-Cholera jasna! Nie zgrywaj twardziela- powiedziała i wtedy zauważyłem coś błyszczącego na jej policzku. Przyglądanie się temu było dla mnie udręką. Doprowadziłem ją do płaczu, aż tak ją zraniłem.
Wolnym gestem starłem jej łzy i objąłem w talii. Tym razem jej reakcja była inna, przytuliła się do mnie, jakby próbując się schować. Przycisnąłem jej głowę do mojej piersi i uśmiechnąłem się. Nie była niska, ale ja byłem wyższy.
-Mike, jesteś dla mnie bardzo ważny- szepnęła wtulona. Była taka bezbronna, słodka i urocza. Jak mały aniołek.
-Ty dla mnie jeszcze ważniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz