"Czas przemija nawet wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe. Nawet wtedy, kiedy rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje pulsujący ból. Czas przemija nierówno- raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży- ale mimo to przemija. Nawet mnie to dotyczy."
~Bella, "Księżyc w nowiu"
Kiedy leżałem nieprzytomny, podświadomie czułem przy sobie czyjąś obecność. Nie słyszałem nic, a jednak wiedziałem, że ktoś przy mnie jest. Otworzyłem oczy i wtedy zobaczyłem jej twarz. Amy wpatrywała się we mnie z troską. Westchnąłem.
-Obudziłam cię? Przepraszam- powiedziała cicho. Ręką pogłaskała mnie po policzku. Tym gestem zbiła mnie z tropu.
-Co ty tu robisz?- wychrypiałem. Dopóki się nie odezwałem nie czułem jak bardzo chciało mi się pić.
-Ohh, przywiozłam tu moją siostrę na badania kontrolne, bo jest po wypadku. Przypadkiem widziałam jak wieźli cię na łóżku, więc postanowiłam dowiedzieć się, co się stało- powiedziała i podała mi plastikowy kubeczek z wodą.- Twój przyjaciel w skrócie opowiedział mi, co zrobiłeś.
-Co ty tu robisz?- powtórzyłem wściekły. Nie chciałem jej tu widzieć, po tym jak się zachowała. To ona była powodem moich problemów.
-Nie rozumiem... Mam sobie iść?- wydawała się być zdziwiona. Widać miała talent aktorski.
-Po co tu przyszłaś do cholery?! Po tym co odegrałaś w poniedziałek, nie wiem po co jeszcze udajesz nie wiadomo kogo?! Co ty sobie myślisz w ogóle?!- wybuchłem. Mimo, że moje pytania brzmiały dość retorycznie, to szczerze pragnąłem poznać na nie odpowiedzi.
-Co ja ci zrobiłam?
-Jesteś niemożliwa!
-Oświeć mnie- powiedziała hardo, choć jej oczy były dowodem na to, że moje słowa ją raniły.
-Mówiłem ci wszystko, zaufałem ci. A ty potraktowałaś mnie jak obcego człowieka. Ha! Gorzej, jak śmiecia. I wiesz dlaczego to zrobiłem?- wskazałem na moje obandażowane ręce.- Bo mi zależało! A ty zachowałaś się jak ostatnia szmata.
Dziewczyna nie wytrzymała. Spodziewałem się, że przyłoży mi w twarz, ale ona tylko popatrzała na mnie z bólem w oczach, po czym z płaczem wybiegła z sali.
Zakląłem pod nosem. Dlaczego nie mogłem umrzeć? Świat zdawał się cieszyć moim cierpieniem.
Spojrzałem w stronę uchylonych drzwi. Na plastikowym krzesełku siedziała zapłakana Amy, a przy niej klęczał na jedym kolanie Logan. Prawdopodobnie ją pocieszał, bo w pewnej chwili się uśmiechnęła. Zaraz jednak musiałem odwrócić wzrok, bo mój kumpel podniósł się i wszedł do mojego pokoju.
- Powiesz mi co ty odpierdalasz?!- wypalił. Był wściekły to niedopowiedzenie.
-O co ci chodzi?
-Ta dziewczyna czuwała przy twoim łóżku od wczoraj. Gadała tylko i wyłącznie o tobie i jak się o ciebie martwi. Zostawiła siostrę, żeby móc tu posiedzieć. A ty zachowujesz się jak dupek.
-Chcesz wiedzieć, dlaczego podciąłem sobie te cholerne żyły?- zapytałem z sarkazmem.
-Wytłumacz mi- mruknął.
Usiadł obok mnie, a ja opowiedziałem mu o wszystkim. Jak poznałem Amy, jak jej się zwierzałem i jak po pracy ją spotkałem. Pod koniec Logan nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Podobnie jak ja nic nie rozumiał.
-Dałeś jej się w ogóle wytłumaczyć? Wiesz, ona twierdzi, że nie wie o czym ty mówisz. Rzekomo, tego dnia cię nie widziała. Jedyne co wtedy robiła to przywiozła siostrę do szpitala- powiedział.
- Nie wiem w co ona gra, ale wtedy pod studiem wyglądała jakby rzeczywiście mnie nie kojarzyła. Wiesz jak to cholernie zabolało?
-Ej, poczekaj. Ja ją tu zawołam i zaraz sobie wszystko wyjaśnicie. Gościu, nawet sobie nie wyobrażasz jak jej na tobie zależy- powiedział, kręcąc głową.
Logan podniósł się z wahaniem i wyszedł na korytarz. Spróbowałem opanować targające mną emocje. Mój przyjaciel miał rację, powinienem dać Amy się wytłumaczyć. Mimowolnie zacisnąłęm pięści, a w efekcie syknąłem z bólu. Zerknąłem na opatrunki. Powoli przesiąkały krwią. Co ja najlepszego zrobiłem...
-Hej- szepnęła Amy. Jej oczy unikały mojego spojrzenia.
-To ja was zostawię samych- powiedział Logan i wyszedł zatrzaskując drzwi.
-Przepraszam cię- powiedziałem do dziewczyny. Stała w nogach mojego łóżka i nic nie mówiła.- Chciałbym, żebyś coś mi wyjaśniła...
-Po co, skoro i tak mi nie uwierzysz?
-Daję ci się usprawiedliwić, bo sam nie wiem jak mam wyjaśnić to co się wydarzyło.
-Dzisiaj jest wtorek... Czyli chcesz wiedzieć co wczoraj robiłam, zgadza się?- zapytała. Wreszcie skierowała swoje spojrzenie na mnie. Jej wielkie, niebieskie oczy przepełnione były bezradnością.
-Wiem co robiłaś. Siedziałaś na murku pod studiem. Tam, gdzie widzieliśmy się po raz pierwszy.
-Nie- pokręciła głową.- Do południa byłam w mieście i załatwiałam swoje sprawy. Musiałam iść do sklepu i takie tam. To nieważne. Potem zawiozłam moją siostrę... Czekaj!- nagle szeroko się uśmiechnęła.- Jak wyglądała ta dziewczyna?
-Amy, to byłaś ty- mruknąłem. Drażniła mnie jej zabawa.
-Niech zgadnę miałam warkocz i ciemne okulary?
-Głupie pytanie. Pewnie, że miałaś- przewróciłem oczami. Moja cierpliwość stopniowo się kończyła.
-Głupku, to była moja siostra- zaśmiała się. Jej oczy rozbłysły, a twarz rozświetlił piękny uśmiech. Wydawała się taka szczęśliwa...
-Żartujesz sobie ze mnie?- wydusiłem. Nie przypuszczałem, że Amy może mieć siostrę.- Ale ona wyglądała jak ty...
-Jesteśmy bliźniaczkami- wyjaśniła, szczerząc się.
-No to mnie skasowałaś- wymamrotałem. Kto by przypuszczał, że ona może mieć bliźniaczkę? Nagle zrobiło mi się głupio. Wyszło na to, że to ja ją potraktowałem jak śmiecia, a te wyzwiska...- Jestem idiotą- skomentowałem.
-Nie obwiniaj się.
-Przepraszam, naprawdę przepraszam.
-Wybaczam ci, ale pod jednym warunkiem- powiedziała. Jej uśmiech był słodki jak miód.
Wpatrywała się we mnie przez chwilę, po czym usiadła obok mnie na łóżku. Złapała mnie za jedną z moich obandażowany dłoni i spytała: dlaczego?
Westchnąłem i wyrwałem rękę z jej uścisku. Spojrzałem w sufit, starając się unikać jej spojrzenie.
-Mike?
Spojrzałem jej głęboko w oczy, w te jej wielkie oczy otoczone wachlarzem rzęs i doszukałem się w nich jakiejś czułości.
-Bo zrozumiałem, że mi na tobie zależy- szepnąłem.- Myślałem, że... Pomyślałem sobie...- zabrakło mi słów.
-Że mam cię gdzieś?- dokończyła.
I mnie pocałowała.
Oto moje nadzieje ziściły się. Byłem szczęśliwy, oszołomiony i przerażony. Przede wszystkim przerażony, gdy uświadomiłem sobie, iż moje najdziksze marzenia nie odbiegały wcale tak daleko od rzeczywistości. To dlatego wszelkie zasady przestały się liczyć. To, co było dobre, a co złe nie miało już znaczenia. Lista moich priorytetów została ponownie uporządkowana tak, by zrobić miejsce na samym szczycie dla tej dziewczyny. Ja również nie byłem Amy obojętny.
A już myślałam, że się pokłócą na porządnie, a tu tak słodkoo <3 tęsknię :(
OdpowiedzUsuń