~Jace, Miasto Kości
Jechałem tak szybko, jak tylko pozwalał na to mój samochód. Z pewnością przekroczyłem dozwoloną prędkość, jednak nie zawracałem sobie tym głowy. Liczyło się tylko to uczucie. Uczucie, które raniło i zostawiało w ustach gorzki smak. Zdrada.
Marzyłem, by okazało się, że śnię. Modliłem się, aby to był zwykły koszmar. Niestety, nic na to nie wskazywało. To była niemiła rzeczywistość z którą musiałem się zmierzyć.
Zaparkowałem z piskiem opon, w jednym z moich ulubionych miejsc. Była to dzika plaża, pełna wysokich krzaków. Usiadłem na piasku i schowałem twarz w dłoniach. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zachciało mi się płakać. Do czego to doszło, pomyślałem, żeby jakaś dziewczyna doprowadzała mnie do łez. Odrzuciłem głowę do tyłu i zaczerpnąłem powietrza. Było takie świeże... Do tego słońce przyjemnie grzało.
Jego jasne promienie odbijały się w błękitnej wręcz wodzie. Te jasne promienie skojarzyły mi się z cudownymi blond włosami Amy, które bajecznie kołysały się na wietrze. I jej uroczy uśmiech, gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy na tym pieprzonym murku...
Dlaczego ona mi to zrobiła?
Naprawdę nic jej nie obchodziłem?
Czułem się jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Albo gorzej.
I wtedy podjąłem najgłupszą decyzję, jaką kiedykolwiek w życiu podjąłem.
Postanowiłem zakończyć to wszystko.
Wstałem i rzuciłem się biegiem do samochodu. W moich żyłach płynęła adrenalina od nadmiaru kłębiących się emocji. Wiedziałem, że moje postanowienie pojawiło się zbyt szybko i było bardzo lekkomyślne. Tylko, co miałem do stracenia? Od zawsze byłem sam, zdany wyłącznie na los. Nikt mnie nie chciał i nie potrzebował. Dotychczas jakoś sobie z tym radziłem, pogodziłem się z tym, lecz to było zanim poznałem kogoś takiego jak Amy. Ona była inna. Wyjątkowa. Myślałem, że chce mi pomóc. Zaufaełem jej.
W mgnieniu oka znalazłem się we własnym domu. Nie zaprzątałem sobie głowy takimi błahostkami, jak choćby zamknięcie bramy garażu. Śpieszno mi było zniknąć.
Pędem wparowałem do łazienki i wszedłem do wanny. Siedząc, przeciągnąłem przez głowę T-shirt i rzuciłem go gdzieś na podłogę. Z tylnej kieszeni dżinsów wyjąłem telefon. Otworzyłem jego tylną klapkę i wydostałem ze środka baterię, pod którą była niewielka żyletka. Wziąłem głęboki oddech i wyjąłem ją z obudowy telefonu, który po chwili również znalazł się na podłodze. Właśnie ta żyletka była pamiątką z czasów zakładu poprawczego. Wtedy miałem problemy sam ze sobą i miała ona ze mną zostać do końca, jednak los przygotował dla mnie inny scenariusz. Drżącą dłonią zbliżyłem lśniący przedmiot do wewnętrznej strony przedramienia. Przymknąłem powieki i przycisnąłem żyletkę do żyły.
* * *
Zaraz potem zasnąłem.
Kiedy otworzyłem oczy byłem w karetce. Leżałem na metalowych noszach, przypięty pasami bezpieczeństwa.
-Co się tu dzieje?- zapytałem. W głowie miałem zamęt. Nic nie trzymało się kupy. Nie potrafiłem zebrać myśli i przypomnieć sobie, co tak właściwie się wydarzyło.
-Może ty mi łaskawie wyjaśnisz- burknął Logy. Dopiero teraz go zauważyłem. Siedział w kącie, a twarz miał poszarzałą. Wydawał się być wykończony.
-Hę?
-Przyjechałem z Janette, żeby pogadać. Jak znalazłeś samochód i te sprawy. Garaż był otwarty, dom tak samo. Szukaliśmy cię i wtedy Janette weszła do toalety...- przerażony spuścił głowę.- Co ci do głowy strzeliło, debilu.
I wtedy zacząłem uświadamiać sobie co się stało. A stało się wiele, bo w końcu chciałem odejść...
W szpitalu nafaszerowali mnie jakimiś usypiaczami, po których zupełnie otępiałem i sam nie wiem kiedy usnąłem. Mogłem nareszcie odpocząć.
Ile emocji! Martwię się o niego
OdpowiedzUsuń