Strach, to uczucie towarzyszyło mi przez większość mojego życia. Od pewnego momentu zatruwało wszystko, niszczyło resztki szczęścia, wpędzało w paranoje. Lecz teraz to właśnie strach pozwolił mi przejrzeć na oczy. *
Siedziałem w salonie i piłem zimną już herbatę. Miała smak malin. Czułem się totalnie zagubiony.
Oto przed chwilą zwierzyłem się prawie, że obcej dziewczynie. No bo co o niej wiedziałem? Że jest piękna, słodka i ma na imię Amy. Wściekłem się sam na siebie. Najchętniej poszedłbym do baru się upić, niestety jutro trzeba było iść do pracy. Przejechałem dłonią po włosach, czy kiedykolwiek jeszcze ją zobaczę?
Rano uświadomiłem sobie, że nadal nie mam samochodu. Byłem w kropce. Co robić? Wyjąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do Logana.
-Halo?- odezwał się zaspany chłopak.
-Siema, Logy. Słuchaj mam problem i potrzebuję twojej pomocy.
-Teraz?
-Nie, kurwa jutro- powiedziałem z przekąsem.- Sory, że cię obudziłem, ale potrzebuję podwózki do roboty.
-No, a sam nie możesz pojechać? Co ty odwalasz?- Nic nie rozumiał.
-Nie mam samochodu- burknąłem.
-Nie gadaj!- Logan wybuchł śmiechem.
-Weź przyjedź, proszę cię.
-Dobra, już jadę- powiedział, wciąż się śmiejąc.
Byłem zirytowany i wściekły zarazem. Stałem przed podjazdem do mojego domu, zerkając od czasu do czasu na zegarek. Spóźnienie do pracy groziło zetknięciem się z Ignes, a tej chciałem akurat unikać za wszelką cenę.
Nie minęło, jednak dziesięć minut, a pod moim domem pojawił się biały citroen.
Logan otworzył mi drzwi od strony pasażera i ruszyliśmy na piskach.
-Mike, wytłumacz mi jak to się stało, że nie masz auta?- powiedział mój przyjaciel, przybierając protekcjonalny ton głosu. Mój pech zdawał się wyłącznie go bawić.
-Sobota. Bar. I jakoś tak wyszło- wykrztusiłem.
Po chwili ciszy obaj zaczęliśmy się śmiać. Żaden z nas nie był w stanie przypomnieć sobie, co wyprawialiśmy tamtego dnia. Pozostawało to zagadką.
-Ja wylądowałem na izbie wytrzeźwień, a ty zgubiłeś samochód. No brawo. Janette, nigdzie mnie z tobą nie puści przez następny miesiąc- zażartował.
Logan spotykał się z Janette od półtora roku. Mieszkali razem i byli szczęśliwi.
-Bywa- powiedziałem.
Zaparkowaliśmy pod szklanym wieżowcem. Pożegnałem się z przyjacielem i wyszedłem z samochodu. Dzięki szaleńczemu stylowi jazdy mojego kompana, nie groziło mi już spóźnienie.
Wolnym krokiem wszedłem do budynku. Skinięciem głowy powitałem szefa ochrony i wszedłem do windy.
-Hej, Mike- powiedziała Ignes uśmiechając się promiennie. Miała na sobie dopasowaną, czerwoną sukienkę.
-Dzień dobry- odpowiedziałem i wcisnąłem guzik 8 piętra. Oparłem się o jedną ściankę windy, a Ignes o drugą. Mierzyliśmy się wzrokiem.
-Co robiłeś przez weekend?- odezwała się w pewnej chwili.
-Nie twoja sprawa. Daj mi wreszcie spokój, dziewczyno!
-Żebyś nie żałował- mruknęła i w tej samej chwili opuściła windę. Wziąłem głęboki wdech. Od dawna miałem dosyć jej zagrywek, ale po wczorajszych wydarzeniach uświadomiłem sobie, że teraz drażnią mnie one jeszcze bardziej. Czemu? Jeśli miałem być szczery, powodem była Amy. Nie znałem jej za dobrze, a jednak zawróciła mi w głowie. Ciągle nie wiem jak to się stało.
Wszedłem do swojej pracowni i zacząłem odpalać cały sprzęt.
Wybiła dwunasta. Przerwa na lunch. Zabrałem portfel i telefon, i wyszedłem ze studia. Przeszedłem przez szklane drzwi, a zaraz oślepił mnie jasny blask słońca. Skrzywiłem się i zakryłem oczy ręką. Normalnie założyłbym moje ulubione czarne okulary przeciwsłoneczne, jednak te zaginęły wraz z moim samochodem.
Udałem się do baru, który był całkiem niedaleki stąd. Dość często odwiedzałem go z Loganem.
Już miałem wchodzić do budynku, kiedy stanąłem jak wryty. Na małym parkingu przed barem stał czarny kabriolet, który wyglądał zupełnie jak mój. Bo to był mój kabriolet. Podszedłem do drzwiczek i pociągnąłem za klamkę. O dziwo, nie były one zamknięte, a jedynie zatrzaśnięte. Byłem w szoku. Jakim cudem mój samochód się tu znalazł? I dlaczego stał tu sobie otwarty jak gdyby nigdy nic? Usiadłem za kierownicą gdzie spotkała mnie kolejna niespodzianka- kluczyki były w stacyjce. Nagle szok ustąpił miejsca irytacji, co się działo tej nieszczęsnej soboty? Oparłem głowę o kierownicę i zamknąłem oczy. Czułem się, jakby ktoś wyrwał mi z życia jeden wieczór, którego byłem uczestnikiem. Bardzo chciałem przypomnieć sobie co wtedy wyprawiałem, głównie ze względu na Amy, którą wtedy poznałem. Niewątpliwie coś do niej czułem, ale nie byłem w stanie określić co to było. Ciekawiła mnie jej osoba. Pragnąłem ją poznać. Pragnąłem, aby ona poznała mnie. Nie umiałem tego nazwać.
Niespodziewanie zadzwonił mój telefon i samochód wypełnił śpiew Amy Lee, z zespołu Evanescence. Spojrzałem na ekran, dzwonił Logan.
-Hej- powiedziałem.
-Cześć, Mike. O której dzisiaj kończysz?- spytał Logy.
-Koło czternastej, a co? Stęskniłeś się?- uwielbiałem się z nim droczyć.
-W sumie to chyba nie, ale pomyślałem, że nie masz ochoty wracać do domu na piechotę, więc...
-Właśnie znalazłem samochód- przerwałem mu. Mój głos wciąż zdradzał, że jestem tym faktem tak jak i on zdziwiony.
-Jak to "znalazłeś"? Dopiero co mówiłeś... Eh, dobra nieważne- zaśmiał się nagle.
-Co ty wyrabiasz? Logan?
-Nic, nic. Janette właśnie wróciła z sesji. Ja kończę, nara- i się rozłączył.
Pokiwałem głową i wyszedłem do baru.
Wyszedłem ze studia około drugiej po południu. Słońce grzało jak nigdy, więc zdjąłem marynarkę. Przystanąłem obok samochodu, by zapalić papierosa, kiedy zobaczyłem Amy na tym samym murku co kiedyś. Z uśmiechem do niej podszedłem. Była odwrócona tyłem.
-Cześć- powiedziałem.
Dziewczyna przekręciła głowę, żeby na mnie spojrzeć. Na nosie miała ciemne okulary, nie wiem czy coś przez nie widziała.
-Do mnie mówisz?- odezwała się. Jej głos wydawał mi się nieco inny. Był podobny do głosu Amy, ale nie należał do niej.
-No raczej. To ja, Mike.
-Chyba mnie z kimś pomyliłeś- powiedziała zdezorientowana. Dłonią poprawiła niesforny kosmyk włosów, który wydostał się z misternie plecionego warkocza.
-Żartujesz sobie ze mnie czy co? Wczoraj tyle ci mówiłem, a dziś udajesz, że mnie nie znasz?!- byłem wściekły. Zabrakło mi słów. Jak po tym wszystkim mogła udawać, że pierwszy raz mnie widzi. Swoją drogą była świetną aktorką, ponieważ wyglądała na naprawdę zszokowaną.
-Przepraszam, ale nie wiem o czym mówisz. Serio.
-Amy, przestań!
-Mam na imię Sarah, ale Amy to...
-Dosyć!- warknąłem i ruszyłem w stronę mojego kabrioletu. Usiadłem za kierownicą i spuściłem dach. Kipiałem gniewem. Zachowanie dziewczyny tak wyprowadziło mnie z równowagi, że nawet nie zwróciłem uwagi, na to, że ktoś woła moje imię.
W tej właśnie chwili uświadomiłem sobie coś strasznego. Zależało mi na tej dziewczynie. Zawładnął mną strach, że nigdy więcej jej nie zobaczę i to właśnie ten strach uświadomił mi jakie uczucie mną kierowało.
Potrzebowałem Amy.
_________________________________________________________________
*Wstęp zaczerpnięty z serialu "Invisible" autorstwa TheLalola33 (https://www.youtube.com/user/TheLalola33/videos)
Siedziałem w salonie i piłem zimną już herbatę. Miała smak malin. Czułem się totalnie zagubiony.
Oto przed chwilą zwierzyłem się prawie, że obcej dziewczynie. No bo co o niej wiedziałem? Że jest piękna, słodka i ma na imię Amy. Wściekłem się sam na siebie. Najchętniej poszedłbym do baru się upić, niestety jutro trzeba było iść do pracy. Przejechałem dłonią po włosach, czy kiedykolwiek jeszcze ją zobaczę?
Rano uświadomiłem sobie, że nadal nie mam samochodu. Byłem w kropce. Co robić? Wyjąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do Logana.
-Halo?- odezwał się zaspany chłopak.
-Siema, Logy. Słuchaj mam problem i potrzebuję twojej pomocy.
-Teraz?
-Nie, kurwa jutro- powiedziałem z przekąsem.- Sory, że cię obudziłem, ale potrzebuję podwózki do roboty.
-No, a sam nie możesz pojechać? Co ty odwalasz?- Nic nie rozumiał.
-Nie mam samochodu- burknąłem.
-Nie gadaj!- Logan wybuchł śmiechem.
-Weź przyjedź, proszę cię.
-Dobra, już jadę- powiedział, wciąż się śmiejąc.
Byłem zirytowany i wściekły zarazem. Stałem przed podjazdem do mojego domu, zerkając od czasu do czasu na zegarek. Spóźnienie do pracy groziło zetknięciem się z Ignes, a tej chciałem akurat unikać za wszelką cenę.
Nie minęło, jednak dziesięć minut, a pod moim domem pojawił się biały citroen.
Logan otworzył mi drzwi od strony pasażera i ruszyliśmy na piskach.
-Mike, wytłumacz mi jak to się stało, że nie masz auta?- powiedział mój przyjaciel, przybierając protekcjonalny ton głosu. Mój pech zdawał się wyłącznie go bawić.
-Sobota. Bar. I jakoś tak wyszło- wykrztusiłem.
Po chwili ciszy obaj zaczęliśmy się śmiać. Żaden z nas nie był w stanie przypomnieć sobie, co wyprawialiśmy tamtego dnia. Pozostawało to zagadką.
-Ja wylądowałem na izbie wytrzeźwień, a ty zgubiłeś samochód. No brawo. Janette, nigdzie mnie z tobą nie puści przez następny miesiąc- zażartował.
Logan spotykał się z Janette od półtora roku. Mieszkali razem i byli szczęśliwi.
-Bywa- powiedziałem.
Zaparkowaliśmy pod szklanym wieżowcem. Pożegnałem się z przyjacielem i wyszedłem z samochodu. Dzięki szaleńczemu stylowi jazdy mojego kompana, nie groziło mi już spóźnienie.
Wolnym krokiem wszedłem do budynku. Skinięciem głowy powitałem szefa ochrony i wszedłem do windy.
-Hej, Mike- powiedziała Ignes uśmiechając się promiennie. Miała na sobie dopasowaną, czerwoną sukienkę.
-Dzień dobry- odpowiedziałem i wcisnąłem guzik 8 piętra. Oparłem się o jedną ściankę windy, a Ignes o drugą. Mierzyliśmy się wzrokiem.
-Co robiłeś przez weekend?- odezwała się w pewnej chwili.
-Nie twoja sprawa. Daj mi wreszcie spokój, dziewczyno!
-Żebyś nie żałował- mruknęła i w tej samej chwili opuściła windę. Wziąłem głęboki wdech. Od dawna miałem dosyć jej zagrywek, ale po wczorajszych wydarzeniach uświadomiłem sobie, że teraz drażnią mnie one jeszcze bardziej. Czemu? Jeśli miałem być szczery, powodem była Amy. Nie znałem jej za dobrze, a jednak zawróciła mi w głowie. Ciągle nie wiem jak to się stało.
Wszedłem do swojej pracowni i zacząłem odpalać cały sprzęt.
* * *
Wybiła dwunasta. Przerwa na lunch. Zabrałem portfel i telefon, i wyszedłem ze studia. Przeszedłem przez szklane drzwi, a zaraz oślepił mnie jasny blask słońca. Skrzywiłem się i zakryłem oczy ręką. Normalnie założyłbym moje ulubione czarne okulary przeciwsłoneczne, jednak te zaginęły wraz z moim samochodem.
Udałem się do baru, który był całkiem niedaleki stąd. Dość często odwiedzałem go z Loganem.
Już miałem wchodzić do budynku, kiedy stanąłem jak wryty. Na małym parkingu przed barem stał czarny kabriolet, który wyglądał zupełnie jak mój. Bo to był mój kabriolet. Podszedłem do drzwiczek i pociągnąłem za klamkę. O dziwo, nie były one zamknięte, a jedynie zatrzaśnięte. Byłem w szoku. Jakim cudem mój samochód się tu znalazł? I dlaczego stał tu sobie otwarty jak gdyby nigdy nic? Usiadłem za kierownicą gdzie spotkała mnie kolejna niespodzianka- kluczyki były w stacyjce. Nagle szok ustąpił miejsca irytacji, co się działo tej nieszczęsnej soboty? Oparłem głowę o kierownicę i zamknąłem oczy. Czułem się, jakby ktoś wyrwał mi z życia jeden wieczór, którego byłem uczestnikiem. Bardzo chciałem przypomnieć sobie co wtedy wyprawiałem, głównie ze względu na Amy, którą wtedy poznałem. Niewątpliwie coś do niej czułem, ale nie byłem w stanie określić co to było. Ciekawiła mnie jej osoba. Pragnąłem ją poznać. Pragnąłem, aby ona poznała mnie. Nie umiałem tego nazwać.
Niespodziewanie zadzwonił mój telefon i samochód wypełnił śpiew Amy Lee, z zespołu Evanescence. Spojrzałem na ekran, dzwonił Logan.
-Hej- powiedziałem.
-Cześć, Mike. O której dzisiaj kończysz?- spytał Logy.
-Koło czternastej, a co? Stęskniłeś się?- uwielbiałem się z nim droczyć.
-W sumie to chyba nie, ale pomyślałem, że nie masz ochoty wracać do domu na piechotę, więc...
-Właśnie znalazłem samochód- przerwałem mu. Mój głos wciąż zdradzał, że jestem tym faktem tak jak i on zdziwiony.
-Jak to "znalazłeś"? Dopiero co mówiłeś... Eh, dobra nieważne- zaśmiał się nagle.
-Co ty wyrabiasz? Logan?
-Nic, nic. Janette właśnie wróciła z sesji. Ja kończę, nara- i się rozłączył.
Pokiwałem głową i wyszedłem do baru.
* * *
Wyszedłem ze studia około drugiej po południu. Słońce grzało jak nigdy, więc zdjąłem marynarkę. Przystanąłem obok samochodu, by zapalić papierosa, kiedy zobaczyłem Amy na tym samym murku co kiedyś. Z uśmiechem do niej podszedłem. Była odwrócona tyłem.
-Cześć- powiedziałem.
Dziewczyna przekręciła głowę, żeby na mnie spojrzeć. Na nosie miała ciemne okulary, nie wiem czy coś przez nie widziała.
-Do mnie mówisz?- odezwała się. Jej głos wydawał mi się nieco inny. Był podobny do głosu Amy, ale nie należał do niej.
-No raczej. To ja, Mike.
-Chyba mnie z kimś pomyliłeś- powiedziała zdezorientowana. Dłonią poprawiła niesforny kosmyk włosów, który wydostał się z misternie plecionego warkocza.
-Żartujesz sobie ze mnie czy co? Wczoraj tyle ci mówiłem, a dziś udajesz, że mnie nie znasz?!- byłem wściekły. Zabrakło mi słów. Jak po tym wszystkim mogła udawać, że pierwszy raz mnie widzi. Swoją drogą była świetną aktorką, ponieważ wyglądała na naprawdę zszokowaną.
-Przepraszam, ale nie wiem o czym mówisz. Serio.
-Amy, przestań!
-Mam na imię Sarah, ale Amy to...
-Dosyć!- warknąłem i ruszyłem w stronę mojego kabrioletu. Usiadłem za kierownicą i spuściłem dach. Kipiałem gniewem. Zachowanie dziewczyny tak wyprowadziło mnie z równowagi, że nawet nie zwróciłem uwagi, na to, że ktoś woła moje imię.
W tej właśnie chwili uświadomiłem sobie coś strasznego. Zależało mi na tej dziewczynie. Zawładnął mną strach, że nigdy więcej jej nie zobaczę i to właśnie ten strach uświadomił mi jakie uczucie mną kierowało.
Potrzebowałem Amy.
_________________________________________________________________
*Wstęp zaczerpnięty z serialu "Invisible" autorstwa TheLalola33 (https://www.youtube.com/user/TheLalola33/videos)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz